Tygodnik Ciechanowski

Sobota, 20 października 2018

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Kontekst. Twarze Mateusza M.

11.10.2018 18:00:00

Kim jest naprawdę Mateusz Morawiecki? - od pewnego czasu zastanawia się spora część naszego społeczeństwa.

 Wiadomo, to cudowne dziecko „Solidarności”. Człowiek, który od najmłodszych lat walczył o niepodległość, a od 40 lat marzył tylko o tym, żeby zburzyć  symbol zniewolenia kraju - Pałac Kultury i Nauki w Warszawie.
Przez przypadek został banksterem, prezesem banku z kapitałem zagranicznym. Bank zasłynął m.in. tym, że ochoczo udzielał Polakom kredytów mieszkaniowych we frankach szwajcarskich.
Niektórzy do tej pory nie mogą się finansowo pozbierać.

Od 3 lat Morawiecki jest w rządzie PiS. Najpierw był wicepremierem, ministrem rozwoju, finansów, potem zastąpił Beatę Szydło na stanowisku premiera. Został numerem 2 w partii, następcą prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
Od kilku tygodni obserwujemy nadzwyczajną aktywność premiera Morawieckiego w kampanii wyborczej do samorządów. Dzień w dzień objeżdża kraj wzdłuż i wszerz, często-gęsto przemawia. . Na spotkaniach przedwyborczych z sympatykami swojej partii chwali obecny rząd i nie zostawia suchej nitki na poprzednim. Podpiera się (prawdziwymi lub nie) faktami, liczbami i procentami mającymi udowodnić, że przed 2015 rokiem Polska była w zapaści gospodarczej i społecznej.
Premier zawsze zaczyna swoje przemówienia od przeciwstawienia: my i oni. My budujemy- oni niszczyli. My dbamy o Polskę - oni tylko o siebie. My dajemy - oni kradli. Itd., itp.
A wszystko to w pompatycznej formie z mnóstwem cytatów z poezji, literatury i sławnych ludzi. Do tego przysłowia i anegdoty, bon moty i dowcipy. Morawiecki swobodnie porusza się w każdym środowisku: na wsi i na budowie autostrady, w zakładzie rowerów i ośrodku doradztwa rolniczego, na uczelni i w remizie strażackiej, na tle kobiet z koła gospodyń wiejskich i inżynierów z podkarpackiej Doliny Lotniczej. Wszędzie powie to, co chce usłyszeć jego elektorat. Nawet Jarosław Kaczyński tak nie potrafi.


Ale w ub. tygodniu zobaczyliśmy jeszcze jedną twarz Mateusza Morawieckiego –  uczestnika „rozmów o Polsce” w słynnej restauracji Sowa i Przyjaciele. Samej twarzy nie widzieliśmy, ale głos - jak najbardziej. Okazuje się, że nagrany wtedy przez kelnerów (podobnie jak ministrowie PO: Sikorski, Sienkiewicz, Nowak, prezesi spółek państwowych) ówczesny prezes banku BZ WBK nie odstaje od pozostałych smakoszy ośmiorniczek. Zarówno pod względem prezentowanych treści, jak i formy. W używaniu słów zaczynających się na „k” i „p” – również.

Morawiecki oficjalnie był wtedy doradcą premiera Tuska. Na nagraniach słychać, jak chwali się dobrymi relacjami z ludźmi tamtej ekipy rządowej, szczególnie z ministrem Arabskim, który miał mu proponować ministerialne stanowisko.  Z rozmowy wynikało, że sam obecny premier załatwiał przysługi na prawo i lewo.
Podczas tamtej rozmowy prezesi debatowali jak załatwić pracę synowi Ryszarda Czarneckiego – dużo kasy, mało roboty. I jak wspomóc Aleksandra Grada, byłego ministra skarbu w gabinecie Donalda Tuska).
Morawiecki jest chętny do pomocy. Dopytuje: „Ma jakąś fundację, stowarzyszenie albo firmę?”. I proponuje: „Zapytajcie go tak po cichu. Ja bym spróbował tak bardziej jednorazowo. Pięć dych czy siedem, czy stówkę mu damy na jakieś badania czy na coś”. I swój wywód zakończył tym, że „pomyśli i jednorazowo będzie mu mógł na pewno coś sprokurować”.
Bardzo ciekawe czy Morawiecki chciał wspomóc Grada przelewem ze swojego osobistego konta czy banku BZ WBK? Wiadomo, że w roku, w którym kelnerzy dokonali nagrania (2013) prezes Morawiecki zarobił 3,8 mln zł (dniówka-kilkanaście tysięcy zł). Tę „stówkę” pewnie mógłby odpalić spokojnie ze swoich zasobów. Jeśli człowiek PO był w potrzebie...

Był więc Morawiecki człowiekiem tamtego układu? Skorumpowanej elity III RP? Tak bardzo krytykowanej przez obecną „dobrą zmianę”?

Ależ nic z tych rzeczy! Całą sprawę od razu wyjaśnił w TVP prezes Kaczyński, który dał bardzo szybko świadectwo przyzwoitości swojemu protegowanemu.
Okazało się, że Morawiecki był... kretem PiS-u w PO. Takim Hansem Klossem i Konradem Wallenrodem naszych czasów. Agentem, szpiegiem, człowiekiem PiS w tamtej władzy. Jadł ośmiorniczki, ale stawały mu w gardle, mówił językiem Platformy Obywatelskiej, ale się go brzydził, śmiał się z dowcipów o Jarosławie K., ale tylko półgębkiem.
Po obiedzie w restauracji u Sowy pędził do centrali i składał meldunki. Dzięki niemu wiemy, jacy oni byli naprawdę.

Kaczyński, uprzedzając wątpliwości swojego elektoratu co do postawy moralno -ideowej premiera, natychmiast nazwał go „człowiekiem uczciwym, który będąc w pewnych środowiskach musiał przecież przyjąć ich reguły gry”. Uważa, że jest to „atak na człowieka, który im (politykom opozycji - przyp. red.) bardzo zaszkodził, ale bardzo pomógł Polakom".

No i wszystko jasne. Właśnie minęło 50 lat od projekcji serialu wszech czasów.  „Mateusz Kloss i stawka większa”...niż możemy sobie wyobrazić.

Ryszard Marut


 

autor: red.

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz