Tygodnik Ciechanowski

Wtorek, 22 stycznia 2019

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Kontekst. Rok (zniknięcia) dzika

09.01.2019 11:00:00

Oto dowiedzieliśmy się, że wraz z nastaniem 2019 r. nie zobaczymy już na świecie trzech gatunków ptaków: cieślika dużego, liściowca leśnego i hawajki czarnolicej. Poinformowali nas o tym naukowcy z BirdLife International, organizacji zajmującej się ochroną ptaków i ich siedlisk. Jako to? Już nigdy nie zobaczę cieślika i liściowca?! - chciałem wrzasnąć z rozpaczy, ale po zapoznaniu się z dossier tych trzech osobników dowiedziałem się, że i tak nie miałem na to szans, bo gdy żyły, to pomieszkiwały w Brazylii i na Hawajach. A ponadto nie widziano ich tam od paru lat.

Jednocześnie inni specjaliści donieśli, że w tym roku nie ujrzymy morświna kalifornijskiego (w 2017 r. na wolności żyło ich tylko 12 sztuk) oraz nosorożca białego północnego. W Afryce uśpiono ostatniego przedstawiciela tego gatunku, żyjącego wolno 45-letniego samca o imieniu Sudan.

No to jeszcze o tych, którzy odeszli lub już prawie nie ma ich w Polsce. Kilka lat temu głośno było o dropie, wielkim ptaku osiągającym ponad 1 m wysokości i 17 kg wagi. To był (jest?) najcięższy latający ptak w naszym kraju, kolorowy i majestatyczny, żyjący na polach i łąkach. Jeszcze do XIX w. drop gnieździł się na znacznych obszarach Polski i był liczony w tysiącach sztuk, ale pod koniec XIX w. zaczął znikać z rejonów wschodnich i przesuwał się ze swoimi siedliskami na zachód. Przed wojną odnotowano ok. 700 osobników, w 1958 r. – 432. Od lat 60. ub. wieku gatunek występował już tylko w okolicach Pyrzyc i Słubic, w 1979 r. doliczono się tam 25 sztuk, rok później 16, a w 1986 r. było tylko jedno stanowisko w Parnicy k. Pyrzyc, ostatni ptak padł w 1989 r. Ale oto na przełomie 2015/2016 r. (znów ten przełom!) dropia zaobserwowano w Małopolsce niedaleko Krakowa, a w ub. roku w woj. zachodniopomorskim. Prawdopodobnie nie były to jednak osobniki gniazdujące i dlatego nadal jest on uznawany za wymarły na terenie Polski.

Przed nami cały rok, ale już dziś można zastanowić się,o czym będziemy pisać na przełomie 2019/20 r. Wiem! O zniknięciu Sus scrofa, dużego, lądowego ssaka łożyskowego z rodziny świniowatych. Wiecie o kogo chodzi? Oczywiście o dzika.
Oto nasze światłe Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wespół z Ministerstwem Środowiska i przy pomocy luf myśliwych polskich postanowiło pozbyć się tych sympatycznych i pożytecznych zwierząt z naszego krajobrazu. Dziki od jakiegoś czasu żyły coraz bliżej nas i nikomu szczególnie nie wadziły. Czasami opróżniały śmietniki, co przy obecnym problemie z odbiorem nieczystości nie jest wcale takie złe. Jakieś porachunki mieli z nimi rolnicy, ale kwestia odszkodowań za zniszczone uprawy była uregulowana. Na terenach nadmorskich wzbudzały zaciekawienie wśród turystów i plażowiczów.

Ale przyszła do nas epidemia ASF (afrykański pomór świń). Trzeba było znaleźć winnego – padło na dziki. Ministerstwo rolnictwa pod presją rolników zarządziło wybicie całej populacji tych zwierząt. Przystąpiono do niego już w ub. roku – odstrzelono 360 tys. sztuk. Kolejny krwawy czas w lasach ma się rozpocząć w najbliższy weekend i będzie trwał jeszcze przez dwa kolejne, a wtedy nie ujdą z życiem nawet lochy prośne i z młodymi. W dokumentach MRiRW nazwane jest to „skoordynowanym wielkoobszarowym zbiorowym polowaniem na dziki”, które ma się przyczynić do „maksymalnego obniżenia liczebności populacji”. Nie przewidziano dolnej granicy, można więc przypuszczać, że celem tej akcji jest całkowite oczyszczenie naszych lasów z dzików.

Protestują ekolodzy, naukowcy, biolodzy. I prości przyjaciele dzika. Twierdzą, że rezerwuarem choroby są hodowle świń, a nie dziki, wskazują przykłady Hiszpanii i Sardynii, gdzie po wdrożeniu bioasekuracji (system zabezpieczeń wewnętrznych i zewnętrznych) choroba wygasała. Nie ruszano tam dzików, bo to nie one ją przenosiły, mimo że były na tym terenie. Z drugiej strony są dane, że nawet przy bardzo niskiej gęstości populacji dzików ASF nadal się szerzy.

Przecież dziki ze świniami nie mają bezpośredniego kontaktu, ani nie chodzą  razem na spacery, nie odwiedzają się też wzajemnie na żerowiskach i innych imprezach. Łącznikiem między nimi (ich środowiskiem) jest głównie człowiek.

Między młotem a kowadłem są myśliwi. Już mają nie najlepszy wizerunek w społeczeństwie, a teraz są pod wielką presją ministerstw i rządu, który grozi nawet rozwiązaniem PZŁ, jeśli nie „wykonają zadania” - nie wybiją dzików.

 Ryszard Marut
 

autor: red

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz