Tygodnik Ciechanowski

Wtorek, 22 stycznia 2019

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Kto podpalił kościół w Sadykrzu?

05.10.2003 08:00:00

Cztery lata temu z drewnianego kościółka w Sadykrzu koło Obrytego (powiat pułtuski) włamywacze ukradli kilka cennych obrazów. Kilka dni temu świątynia spłonęła — podpalona przez nieznanych sprawców.
Słynny z odpustów
Leżąca kilkanaście kilometrów od Pułtuska wieś Sadykerz znana była — i to nie tylko w powiecie pułtuskim — z powodu wielkich odpustów odbywających się tu w sierpniu, w dzień świętego Rocha.
— Normalnie na mszę przychodził do kościoła około 200 osób. Na odpust przybywało ich dziesięć razy więcej — mówi Mariusz Kisiel, kościelny z Obrytego.

W Sadykrzu msze odprawiał proboszcz z Obrytego — przeważnie raz w tygodniu, w niedzielę o godzinie dziesiątej rano (wieś należy bowiem do obryckiej parafii). W zależności od potrzeby modlono się w nim także za nowożeńców i zmarłych. Kościółek był niewielki, drewniany i bardzo stary, zabytkowy. Miał około 200 lat (zbudowano go ok. roku 1812). Ale do jego budowy wykorzystano drewno pochodzące z wcześniej istniejącego kościoła. Otoczony kilkunastoma ogromnymi — też mającymi swoje lata — drzewami (w większości lipami i akacjami) cieszył oczy miejscowych i przyjezdnych. Do środy, 24 września 2003 roku.

Kościół w płomieniach
— Pierwsza zobaczyła pożar córka, która ma pokój od strony kościoła. W kościele było jasno, palił się od środka. Dochodziła druga w nocy. Zadzwoniliśmy do proboszcza — opowiada Wacław Sadowski, właściciel posesji sąsiadującej przez miedzę z terenem świątyni.

Ja mieszkam po drugiej stronie kościoła, jakieś trzysta metrów od niego. Kiedy przyszedłem kościół już się palił na dobre. Gdy sąsiadka dostrzegła pożar i dała znać komu trzeba, ktoś pobiegł do znajdującej się w naszej wsi remizy strażackiej i włączył syrenę. Syn wybiegł na dwór i po chwili powrócił z wiadomością, że kościół się pali. Wkrótce potem na nogach była cała wieś — mówi Mieczysław Jaroch.

Miejscowi strażacy—ochotnicy szybko rozwinęli węże strażackie i podłączyli je do znajdujących się blisko kościelnej działki hydrantów. Wkrótce na miejsce zdarzenia przyjechali strażacy z innych miejscowości. Ale nie byli już w stanie uratować zabytkowej świątyni.

Kościół był pełen ognia. Nie próbowano nawet otwierać do niego drzwi.

Strażacka akcja trwała 5 godzin. Ale tlące się kawałki drewna można było dostrzec jeszcze kilkanaście godzin po pożarze.

To było podpalenie
Nikt nie ma wątpliwości, ze ogień pod budynek kościoła został podłożony umyślnie. Także strażacy i policjanci.
— Podpalacze najprawdopodobniej weszli przez okno od strony pola i w tamtym miejscu podłożyli ogień. Bo jest ono najbardziej wypalone. Po zewnętrznej stronie kamiennego parkanu otaczającego kościół przybyli na miejsce zdarzenia policjanci znaleźli drewniany kołek z przewierconymi otworami w których powbijane były metalowe pręty, worek i rękawice. Kołek był rodzajem prymitywnej drabiny, po której można było wspinać się do góry. Na kościelnej działce znaleziono też metalową łapkę używaną do odrywania desek.

Kto podpalił? Na to pytanie policja jeszcze nie znalazła odpowiedzi.

Przyczyną pożaru na pewno nie było zwarcie w instalacji elektrycznej — mówi jeden z mieszkańców wsi oglądających zgliszcza zabytkowej budowli

Nie jest on jedyną osobą, która przyszła obejrzeć pogorzelisko. Co jakiś czas spalony budynek ktoś przychodzi oglądać. Przeważają wśród nich mieszkańcy wsi.
— Kiedy cztery lata temu włamali się do kościoła, ukradli co mieli ukraść i sobie poszli. A teraz... Każdy myśli, że w zabytkowym kościółku, to zaraz nie wiadomo jak cenne rzeczy znajdują się. To był biedny kościółek — mówi kobieta w średnim wieku.

Poproszona o skonkretyzowanie swoich podejrzeń uchyla się od odpowiedzi:

We wsi różnie mówią, ale od znalezienia przyczyny pożaru jest policja...

Włamanie, o którym mówi nasza rozmówczyni, miało miejsce w nocy z 23 na 24 sierpnia 1999r. Złodzieje zrabowali wówczas najbardziej wartościowe rzeczy znajdujące się w kościele — cztery dziewiętnastowieczne obrazy olejne.

Policji udało się złapać włamywacza kilka tygodni później. Okazał się nim 23—letni mieszkaniec województwa opolskiego. Obrazów nie odzyskano.

Co dalej?
Wnętrze kościoła jest doszczętnie zwęglone. Część ścian stoi, ale też jest bardzo poważnie uszkodzone. Można powiedzieć, że ocalał jedynie kamienno—murowany fundament budynku. Strażakom udało się uratować również stojącą tuż przy kościele drewnianą dzwonnicę. Dobrze, że tamtej nocy padał deszcz. Bo iskry dolatywały nawet trzysta metrów od palącego się kościoła. No i dobrze, że rosły przy nim tak wielkie drzewa — mówi M. Jaroch.

Kilka z przykościelnych drzew broniących reszty wsi przed ogniem zostało nadpalonych.
— Niedawno do kościoła zakupione zostały nowe dywany i obrusy, bardzo ładne — mówi kościelny Kisiel.

Straty materialne spowodowane ogniem wstępnie oszacowano na ok. 500 tys. zł. Bezpowrotnie straciliśmy natomiast (nie tylko mieszkańcy Sadykrza, ale my wszyscy) znajdujące si w kościele dzieła sztuki.

Czy świątynia zostanie odbudowana, będzie zależało od decyzji biskupa i od szczegółowych oględzin pozostałych po pożarze ruin.

Krzysztof Kowalski

autor: K.Kowalski

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz