Tygodnik Ciechanowski

Czwartek, 05 grudnia 2019

Testament dziewczyny z getta w Strzegowie

11.04.2004 10:00:00

Nie znamy jej imienia i nazwiska. Wiemy tylko tyle, że urodziła się w Strzegowie, że przebywała w tamtejszym getcie, że najprawdopodobniej zginęła w komorach gazowych Oświęcimia. Pozostawiła po sobie dwa własne zdjęcia. Na ich odwrotnych stronach napisała ołówkiem – 24 listopada 1942 r., „w oczekiwaniu na śmierć” – po kilka zdań „na wieczną pamiątkę”. Miała wówczas 19 lat. Te fotografie ktoś dostarczył do Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie.
Jedno z zdjęć (8,5 x 13,5 cm) – oznaczmy je numerem 1 – to portret. Patrzy na nas zamyślona dziewczyna, o przenikliwych i smutnych oczach, o jasnej fryzurze. Ma na sobie ciemną suknię, na szyi korale. Na innej fotografii (6 x 8,5 cm) – nadajmy jej nr 2 – chyba wykonanej wcześniej, ta sama osoba siedzi przy drzewie w jakimś ogrodzie. W bliższym tle drewniany płot, w dalszym – dom. Ubrana jest w długą, czarną suknię i korale (musiała je bardzo lubić). Ciekawe, tu jej włosy mają ciemny kolor. Być może są naturalnej barwy. Być może koafiura z poprzedniego zdjęcia jest rozjaśniona.

Najważniejsze jest jednak to, co Nieznajoma przekazała na odwrocie zdjęć, skreślając ołówkiem po kilka zdań. Coś, co można by nazwać testamentem. Napisała: „Na wieczną pamiątkę temu, który przechowa moją podobiznę”. Najwyraźniej pragnęła pozostawić po sobie ślad. Czy tylko po sobie? Bardziej myślała o swoich rodakach i ich polskich sąsiadach: „Proszę wspomnieć przyszłym pokoleniom, że kiedyś byli tacy ludzie, którzy ze świadomością pełną szli na śmierć”. Zapytała siebie: ”Dla kogo ginę”? I odpowiedziała: „Dla Narodu. Dla Ojczyzny. Dla wiary. W obronie swej rodziny”. Zaznaczyła przy tym: „Jedno wiem, mam zginąć”.

Zdawała więc sobie sprawę z tego, co ją czeka. I w takiej sytuacji kierowała myśli do swego narodu, ojczyzny i rodziny, siebie stawiając na dalszym miejscu.

Na fotografii nr 1 napisała zdanie po niemiecku: „Sollen Dir meine Augen sagen, wie tragisch war mein kurtzes Leben” („Niech me oczy Ci powiedzą, jak tragiczne było moje krótkie życie”.). Dlaczego użyła języka swoich oprawców? Czy tylko dlatego, że go znała? Z pewnością był to celowy zabieg - chciała w ten sposób przemówić do katów. „Niech me oczy Ci powiedzą...”.

Jak wyznała na odwrocie fotografii, Strzegowo było jej rodzinnym miasteczkiem. W nim napisała ów testament, 24 czerwca 1942 roku (w tym dniu odszedł ostatni transport ze Strzegowa do Mławy, a stąd do Oświęcimia). Miała wówczas 19 lat, przyszła więc na świat w 1923 roku. Dziś miałaby 81 lat.

Nie ujawniła ani swego nazwiska, ani imienia. I chyba nie ulega wątpliwości, że chciała być osobą anonimową. W obliczu totalnej zagłady, zda się mówić dziewczyna, „nie ja jestem najważniejsza”. Znamienne: w jej zwierzeniach jest wiele tragizmu, ale nie wyczuwa się w nich nawet cienia rozpaczy i nienawiści. Więcej: odnosi się wrażenie, że – pogodzona z wyrokiem - gotowa była do godnego złożenia najwyższej ofiary.

Wyobraźmy sobie Nieznajomą w drodze ze Strzegowa na stację kolejową w Mławie. Jechała – jak inni Żydzi - na chłopskiej furmance, pod okiem żandarmów. Zapewne wtedy albo w czasie transportu kolejowego do obozu wyrzuciła te fotografie. Z nadzieją, że ktoś je znajdzie. Z zamiarem dania świadectwa o tych, którzy „ze świadomością pełną szli na śmierć”.

Nie był to wyjątkowy przypadek. Wielu Żydów na trasie do miejsca swego ostatecznego przeznaczenia pozostawiało „dowody na istnienie”. Były to najczęściej karteczki papieru z pospiesznie sporządzonymi informacjami dla najbliższych, sąsiadów, przyjaciół, znajomych. Wśród takiej korespondencji fotografie należały jednak do rzadkości.

Nie wiadomo, kto znalazł i dostarczył do Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie zdjęcia dziewczyny ze Strzegowa. Najprawdopodobniej trafiły one tam tuż po wojnie. Długo leżały w archiwalnym zaciszu, nikt się nimi szczególnie nie interesował. Natknął się na nie – na początku lat dziewięćdziesiątych – Jan Jagielski z działu dokumentacji zabytków ŻIH. Opracował je i włączył do katalogu. Przy jakiejś okazji pokazał te fotografie nauczycielom, którzy oprowadzają młodzież izraelską po Polsce. Liczył, że może ktoś rozpozna Nieznajomą. Ale żadna odpowiedź nie nadeszła.

Po raz drugi te zdjęcia „ożyły” w zeszłym roku, gdy rozpoczęto porządkowanie i grodzenie cmentarza żydowskiego w Strzegowie. Będą symbolem uroczystości, jaka na tym kirkucie ma się odbyć w drugiej połowie kwietnia 2004 r.

Krzysztof Jakubowski

Tekst na odwrocie tego zdjęcia (nr 1):
„Na wieczną pamiątkę temu, który przechowa moją podobiznę.
Pisałam w dzień tragicznego odjazdu z Rodzinnego miasteczka Strzegowa. Proszę wspomnieć przyszłym pokoleniom, że kiedyś byli tacy ludzie, którzy ze świadomością pełną szli na śmierć. Twardzi bez (wyraz nieczytelny) i wielkiego poczucia ludzkości. Ludzie Ci poddawali się srogości losu.
Sollen Dir meine Augen sagen, wie tragisch war mein kurtzes Leben [w jęz. niemieckim].
Strzegowo 24 XI 42 r. (w nocy)”.
„Niech me oczy Ci powiedzą, jak tragiczne było moje krótkie życie” [w tłumaczeniu na jęz. polski].

Tekst na odwrocie tego zdjęcia (nr 2):
„Na wieczną pamiątkę temu, który zechce za- trzymać moją podobiznę. Pisałam w nocy 24 XI 42 r. W oczekiwaniu na śmierć! Tragiczne jest to gdy człowiek z pełną świadomością idzie na śmierć mając 19 lat. Dla kogo ginę? Dla Narodu. Dla Ojczyzny. Dla wiary. W obronie swej rodziny. Jedno wiem mam zginąć”.

Proszę o pomoc
Kto może mi pomóc w ustaleniu tożsamości dziewczyny z fotografii? Jedno ze zdjęć zostało wykonane na jakiejś posesji i na tle domu (w Strzegowie?). Czy ktoś zdoła usytuować ten budynek?
Przygotowuję również artykuł o getcie w Strzegowie oraz o pomocy dla mieszkańców tej dzielnicy, a także Żydom ukrywającym się w okolicznych wioskach. Będę wdzięczny za wszelkie informacje na ten temat. Do kilku osób, które w latach 1939-45 w różny sposób pomagały strzegowskim Żydom, już dotarłem. Przypuszczam, że takich - jak dotąd bezimiennych - bohaterów, którzy z narażeniem własnego życia starali się ratować ludzi narodu skazanego na zagładę, jest więcej. Te historie trzeba udokumentować.
Szczególnie zależy mi na wszelkich informacjach o Łucji Stuczyńskiej, urodzonej 15 lutego 1926 r. w Kutnie. W latach okupacji niemieckiej przebywała ona kolejno w Kutnie, obozie w „Konstancji” (chyba Konstantynowie Łódzkim), Gąbinie, Płocku i Strzegowie. Do Strzegowa przyjechała na początku 1942 r. wraz ze swoją rodziną. Stuczyńscy – z wyjątkiem ojca Łucji, którego umieszczono w getcie - mieszkali przez kilka miesięcy u już nieżyjącego Adama Kulasa (dom w pobliżu starego kościoła), co potwierdza jego syn Tadeusz. Po likwidacji getta w Strzegowie Łucja Stuczyńska (znana także jako „Tola”), mając aryjskie papiery, pracowała w miejscowym urzędzie gminy (niemieckim). W archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego znalazłem jej relację spisaną w 1945 r. Nie znam natomiast jej dalszych losów. Czy jeszcze żyje? Jeśli tak, to gdzie? Wiem, że wojnę przetrwała też jej matka Ewa Stuczyńska i (chyba) kilkoro jej pozostałych dzieci.
Z moich wstępnych ustaleń wynika, że zorganizowaną akcją pomocy Żydom, w tym Stuczyńskim, kierowała kobieta z Kutna o nazwisku Rajczyk. Czy żyje? Przypuszczalnie żyje jej rodzina. Kto pomógłby mi ją odnaleźć?
Zależy mi również na poznaniu losów Feliksa Kisielewskiego (ur. 17 czerwca 1919 r. w Sierpcu) i jego brata (nie znam imienia), którzy przebywali w strzegowskim getcie. W 1942 r. obaj stamtąd uciekli, przebrani w policyjne mundury. Przez pół roku tułali się „po wsiach znanych i nieznanych”, po czym wstąpili do oddziału partyzanckiego, gdzie szczęśliwie doczekali końca wojny. Wkrótce potem Feliks złożył lakoniczną relację w ŻIH.
Proszę o kontakt listowny („Tygodnik Ciechanowski”, 06-400 Ciechanów, ul. ks. P. Ściegiennego 2) lub telefoniczny (0-23, 672 34 02, 673 93 67).

K. J.

autor: K.Jakubowski

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz