Tygodnik Ciechanowski

Wtorek, 20 sierpnia 2019

Szanowny Kandydacie zapoznaj się z cennikiem ogłoszeń wyborczych w ,,TC" i zaprezentuj swój program. Zapraszamy Państwa do biura ogłoszeń ,,TC", Ciechanów, ul. Ściegiennego 2, tel. 23 672 44 96, e-mail: ogloszenia@tc.ciechanow.com

Tajemnica Marii Tyk

08.08.2004 20:58:20

Tajemnica rozszyfrowana: bohaterska 19-letnia dziewczyna z getta w Strzegowie, którą w artykule opublikowanym w „Tygodniku Ciechanowskim” (nr 14 z 6 kwietnia 2004 r.) określiłem jako Nieznajomą, nazywała się Maria Tyk.
Co więcej, okazuje się, że miała ona młodsza siostrę Ittę, której AK-owska rodzina Wardowskich ze Strzegowa w 1942 roku proponowała kryjówkę. Itta nie skorzystała z tej oferty.
– Nie mogę opuścić rodziców. Umrę razem z nimi - miała odpowiedzieć.

Przed kilkoma miesiącami, gdy ogłaszałem artykuł o Nieznajomej, wiedziałem o niej tylko tyle, ile sama chciała o sobie powiedzieć, kreśląc po kilka zdań na odwrocie dwu własnych zdjęć. Był to przejmujący apel do tego, „który przechowa moją podobiznę”. Apel, wobec którego trudno być obojętnym.

„Jedno wiem, mam zginąć”
Te fotografie ktoś dostarczył – zaraz po zakończeniu II wojny światowej – do Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Przez prawie pół wieku leżały w zaciszu archiwalnym, nikt się nimi szczególnie nie interesował. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych Jan Jagielski z działu dokumentacji zabytków ŻIH opisał je i włączył do katalogu.

Znalazły się w obiegu naukowym, ale nadal spoczywały w papierowej teczce. Jakby czekały na wyjątkową okazję.

W moje ręce dostały się na początku obecnego roku. Otrzymałem je w ŻIH, zbierając materiały do publikacji o getcie w Strzegowie i pomocy miejscowych Polaków dla Żydów („TC” nr 16). Okazją do podjęcia tego tematu była zbliżająca się uroczystość na – akurat odnowionym – tamtejszym cmentarzu żydowskim („TC” nr 17).

Od razu przekonałem się, z jak niezwykłym świadectwem mam do czynienia… Z jednego ze zdjęć spogląda dziewczyna o przenikliwych oczach. Ma na sobie ciemną suknię, szyję zdobią korale. Na odwrocie informacja – prośba: „Na wieczną pamiątkę temu, który przechowa moją podobiznę. Pisałam w dzień tragicznego odjazdu z Rodzinnego miasteczka Strzegowa. Proszę wspomnieć przyszłym pokoleniom, że kiedyś byli tacy ludzie, którzy ze świadomością pełną szli na śmierć. Twardzi bez… i wielkiego poczucia ludzkości. Ludzie Ci poddawali się srogości losu”.

Ostatnie zdanie napisała po niemiecku, jakby chciała się zwrócić wprost do swoich oprawców: ”Sollen Dir meine Augen sagen, wie tragisch war mein kurtzes Leben. [Niech me oczy Ci powiedzą, jak tragiczne było moje krótkie życie.] Strzegowo 24XI 42 r. (w nocy)”.

Na drugim zdjęciu ta sama dziewczyna siedzi na krześle ustawionym w ogrodzie, prawą rękę opiera się o drzewo.

Na odwrotnej stronie tej fotografii również widnieje tekst: „Na wieczną pamiątkę temu, który zechce zatrzymać moją podobiznę. Pisałam w nocy 24 XI 42 r. w oczekiwaniu na śmierć. Tragiczne jest to, gdy człowiek z pełną świadomością idzie na śmierć mając 19 lat. Dla kogo ginę? Dla Narodu. Dla Ojczyzny. Dla wiary. W obronie swej rodziny. Jedno wiem, mam zginąć”.

Nie ma wątpliwości: to jest testament. Dziewczyna najwyraźniej chciała pozostawić po sobie ślad. Najpewniej – wtedy takie rzeczy nie należały do rzadkości – wyrzuciła te fotografie w drodze ze Strzegowa na stacji kolejowej w Mławie albo podczas transportu bezpośrednio do obozu w Treblince lub – co bardziej prawdopodobne – w Oświęcimiu.

Czy chciała pozostawić ślad tylko po sobie? Zauważmy: bardziej myślała o swoich najbliższych i rodakach - „Proszę wspomnieć przyszłym pokoleniom, że kiedyś byli tacy ludzie…”.W obliczu totalnej zagłady – zda się mówić - nie ja jestem najważniejsza. Może dlatego nie ujawniła nawet swego imienia?

W jej wyznaniach jest wiele tragizmu, ale nie wyczuwa się rozpaczy. Pogodzona z własnym losem, pragnęła godnie złożyć swe młode życie w ofierze: „Dla Narodu. Dla Ojczyzny. Dla wiary”. Niewątpliwie była mądrą i już dojrzała dziewczyną, choć miała zaledwie 19 lat.

Gdzie się zaczyna ten obszar duszy…
Długo – to czytelnicy powinni wiedzieć – zastanawiałem się, czy mam prawo próbować ustalić jej tożsamość. Skoro ona się nie podpisała, to być może chciała pozostać osobą anonimową, jedną z milionów bezimiennych ofiar ludobójstwa? Czy mogę wydzierać jej tajemnicę, którą zabrała do grobu? A gdzie zaczyna się ten obszar duszy, na który obcym nie wolno wkraczać?

Na tej wadze przeważyła szala, którą można by nazwać intencją autora. Jeśli mam spełnić owo życzenie: „Proszę wspomnieć przyszłym pokoleniom”, to… W tej swoistej hierarchii celów na drugim miejscu ustawiła się ciekawość. Poznawanie losów nietuzinkowych ludzi to pasjonująca przygoda. I kusząca.

Decydowały również doświadczenia reporterskie – rozmowy właśnie z kobietami. Halina Olszewska z Mławy, Waleria Borewicz z Grodna, Irena Kozłowska ze Stanów Zjednoczonych… Bohaterki moich publikacji. Wszystkie miały przeszłość pełną dramatycznych momentów. Wszystkie opowiadały mi o swoich doświadczeniach położonych gdzieś na pograniczu sfer osobistej i intymnej. I wszystkie uczyły mnie pokory wobec człowieka.

Irena Kozłowska, której narzeczony poległ w bitwie pod Mławą w 1939 roku, i która potem wielokrotnie pokonywała Atlantyk, by stanąć przy jego grobie, owa Renia z zestawu zdjęć znalezionych podczas ekshumacji Janka, w odpowiedzi na mój artykuł o niej napisała: „Popełnił pan kilka nieścisłości, ale wyczuł mnie pan bezbłędnie. Dziękuję”.

Jej list miałem przed sobą, gdy zmagałem się z dylematem, czy szukać dalszych wiadomości o dziewczynie z getta w Strzegowie.

…napisałem apel do świadków historii. Założyłem, że Nieznajoma, mieszkając w małym środowisku, miała koleżanki, którym dane było przeżyć wojnę.

„Nie opuszczę rodziców, zginę razem z nimi”
Prawdę mówiąc, nie dawałem sobie większych szans na poznanie imienia i nazwiska Nieznajomej. Cuda się jednak czasem zdarzają…

Odezwało się blisko dziesięcioro czytelników. Była wśród nich Magdalena Kolendo z Płońska, studentka Uniwersytetu Warszawskiego. – Proszę się zgłosić do mojej babci, mieszka w Strzegowie. Znała dziewczynę, o której pan pisał – zachęcał mnie ciepły, młodzieńczy głos.

Babcia – Irena Pałuba – już czekała na telefon. – Niech pan do mnie przyjedzie. Wszystko opowiem – usłyszałem w słuchawce.

I oto rozkłada przede mną dwa zdjęcia. Na jednym z nich dwie dziewczyny.
– Siostry Tykówny – tłumaczy pani Pałuba. - Ta z lewej to Ittka. Była ode mnie ze dwa lata starsza, mogła urodzić się w dwudziestym piątym. Ta z prawej to Maria. Stoją na własnej posesji, ulica Szkolna.

Maria. Porównuję jej zdjęcia: to już dobrze mi znane (z testamentem na odwrocie) z tym, które przed chwilą dostałem. Smukła sylwetka. Identyczne rysy twarzy i fryzura. Ta sama, ciemna suknia, te same korale i pasek oraz – chyba – buty.
- Nie ma najmniejszych wątpliwości. Tu i tam widzimy Marię. Daję głowę – twierdzi Irena Pałuba.

Na drugim zdjęciu – Ittka, zwana też Tośką. Stoi przy łanie zboża.

W marcu 1939 roku Janina i Antoni Wardowscy przeprowadzili się ze Szreńska do Strzegowa. Ich córki – Irena (obecnie właśnie Pałuba) i starsza od niej, już nieżyjąca Halina – zaprzyjaźniły się z Tykównami. Irena bardziej związała się z Ittą, Halina z Marią. Mieszkały w pobliżu, odwiedzały się, wspólnie się bawiły.

W 1941 roku Tykowie musieli przenieść się do dzielnicy zamkniętej. Zajęli kwaterę w drewnianym domu na placu Wolności.
- Getto nie było czujnie strzeżone, więc nasze żydowskie koleżanki nadal do nas wpadały. Pewnego razu Itta przyniosła kawałek kiełbasy. Był to wyrób z końskiego mięsa. Nie skosztowałam – wspomina Irena Pałuba.

A tego momentu nie zapomni do końca życia:
- W przeddzień likwidacji getta przyszła do mnie Tośka, żeby się pożegnać. Rzuciłyśmy się na szyje i rozpłakały. Z wielkim żalem się z nią rozstawałam, bo to była miła, sympatyczna, towarzyska dziewczyna. Taka, że do rany przyłóż… Jakiś czas przedtem mój ojciec, żołnierz Armii Krajowej, zaproponował jej: „Zostań u nas, ukryjemy cię na strychu”. Ale ona nawet nie chciała o tym słyszeć: „Nie mogę opuścić rodziców, zginę razem z nimi”.

Maria po raz ostatni miała być w domu Wardowskich na kilka dni przed deportacją strzegowskich Żydów do Mławy.

Irena Pałuba przypomina sobie, że Tykowie mieli jeszcze dwoje dzieci: pierworodną Edzię i Tadeusza. Edzia wyszła za mąż w latach trzydziestych i zamieszkała w Warszawie. Tadeusz widnieje na liście 20 powieszonych w strzegowskim getcie w 1942 roku.

W prywatnym albumie Ireny Pałuby było kiedyś więcej zdjęć Tykówien.
- Mogło to być w pięćdziesiątym szóstym albo siódmym roku – właścicielka tego zbioru wytęża pamięć.
– Trzej Żydzi z Ameryki chodzili po naszej ulicy. Zaprosiłam ich do mieszkania na herbatę i pokazałam im te zdjęcia. Wypożyczyli cztery. Mieli odesłać. Do dzisiaj, niestety, czekam na zwrot. Odchodząc mówili: „Ciotka tych dziewcząt mieszka w Stanach, na pewno się ucieszy”.

Potęga fotografii
Drugą konfrontację zdjęć przeprowadziłem w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie.
- Chodzi o tę samą osobę. Pomyłka wykluczona. Niesamowita historia – ocenia Jan Jagielski, obeznany ze świadectwami Holocaustu.

Do ŻIH często ludzie przynoszą fotografie. Jedni proszą o pomoc w identyfikacji osób, inni domów czy ulic.
- Czasem na podstawie obrazów małych elementów architektonicznych, na przykład gzymsów, rozpoznajemy budynek – mówi Jagielski.

Dowody na istnienie
Skoro dzieci Tyków przychodziły na świat w Strzegowie, to w miejscowym Urzędzie Stanu Cywilnego powinny znajdować się ich akty urodzeń. Jeśli zachowały się akta metrykalne.

Zachowały się częściowo. Na szczęście są te, o które najbardziej mi chodzi.

Księga z 1924 r., pozycja 124: 8 grudnia tego roku osobiście stawił się przed urzędnikiem Dawid Tyk, kupiec zamieszkały w Strzegowie, w obecności dwu świadków. Okazał niemowlę płci żeńskiej oświadczając, że urodziło się ono 14 grudnia 1922 r. w Strzegowie z prawnej jego żony Symy z domu Zyskind małżonków Tyk. Niemowlęciu temu nadano imię Marjem.

Zgadza się. Marjem, czyli Maria, w 1942 roku na odwrocie zdjęcia przedstawiła się jako 19-latka. Do dwudziestki brakowało jej wtedy miesiąc.

Księga z 1926 r., pozycja 40 : w urzędzie stawił się Dawid Tyk itd., okazując dziecko płci żeńskiej i oświadczając, że urodziło się ono 10 listopada 1925 r. w Strzegowie itd. Podczas obrzędu religijnego nadano mu imię Itta.

Księga z 1924 roku, pozycja 21 – akt zeznania: Tadeusz Tyk urodził się 5 listopada 1916 roku Strzegowie.

To były urodziwe panny
Dawid Tyk był jednym z najbogatszych Żydów w Strzegowie. Miał tuczarnię drobiu. Oprócz tego skupował gęsi, kaczki, kury i nabiał. Towar zawoził własnym samochodem do Warszawy.

Michał Gutowski miał w Strzegowie mleczarnię i 146 hektarów ziemi. Na maszynach Alfa-Laval wyrabiał masło koszerne i sprzedawał je Tykowi.

Syn Michała - Włodzimierz, rocznik 1928 – znał córki partnera swego ojca w interesach: - To były urodziwe panny, kawalerowie zwracali na nie uwagę. One chyba częściej przebywały w towarzystwie młodzieży polskiej niż żydowskiej. Edzia miała huczne wesele. Moi rodzice byli na nie zaproszeni.

Oko geodety
W dwudziestoleciu i w okresie wojny jedynym fotografem w Strzegowie był Bobiński. To on jest najprawdopodobniej autorem zdjęć Tykowien. Gdzie została wykonana fotografia siedzącej Marii? Według jednych strzegowian na ulicy Ciechanowskiej, zdaniem innych gdzieś w okolicy rynku.

Geodeta Adam Gutowski, syn Włodzimierza, zwraca moją uwagę na szczegół, którego wcześniej nie doceniałem – na widoczny na zdjęciu cień, jaki rzuca Maria. Nie mniej istotna jest elewacja domu usytuowanego w tle.

Zatrzymujemy się przy ulicy Szkolnej 5. Znajdujący się tu dom został wprawdzie przebudowany, ale zachował niektóre stare elementy: gzymsy, układ okien i drzwi.
- Ten budynek był tłem fotografii. A Maria siedziała po drugiej stronie ulicy. Świadczy o tym cień dziewczyny – rozstrzyga geodeta.

KRZYSZTOF JAKUBOWSKI

Na zdjęciach:
1. Jedno z dwu zdjęć, na którym Maria Tyk napisała swój testament w nocy 24 listopada 1924 r., „w oczekiwaniu na śmierć”. Oryginał w zbiorach ŻIH w Warszawie
2. Siostry Itta (z lewej) i Maria Tykówny. Oryginał fotografii w posiadaniu Ireny Pałuby ze Strzegowa

autor: K.Jakubowski

Komentarze Internautów (0)dodaj komentarz

Na razie nikt nie skomentował tego artykułu, aby wziąć udział w dyskusji, należy dodać komentarz