Tygodnik Ciechanowski

Środa, 26 czerwca 2019

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Pożegnanie Mistrza

25.07.2006 08:00:00

W  powojennych dziejach naszego sportu Ireneusz Paliński zajmuje wyjątkowe miejsce. W 1960 r. na XVII Letniej Olimpiadzie w Rzymie wywalczył złoto, na następnej w 1964 r. w Tokio zdobył medal brązowy, przez 8 lat reprezentował Polskę na mistrzostwach świata, z których przywiózł 7 medali, ustanawiając tyle samo rekordów świata. Na mistrzostwach Europy zdobył 8 medali, posypały się też nowe rekordy, łącznie na pomostach świata zdobył 17 medali. Był zawodnikiem, który wywalczył dla Polski pierwszy złoty medal olimpijski w podnoszeniu ciężarów. Poczynając od 1958 r. przez 10 lat występował na Mistrzostwach Polski, na nich zdobył 9 tytułów mistrzowskich, a w  1967 r. ostatni w jego karierze zawodniczej medal srebrny. Występował w trzech kategoriach wagowych, lekkociężkiej, półciężkiej i ciężkiej.
Ciężary to wyjątkowo wymagająca dyscyplina sportu, oprócz dobrego zdrowia, niepospolitej siły, potrzebny jest silny charakter, wytrwałość i nie zrażanie się niepowodzeniami. Te cechy posiadł i ciągle doskonalił Ireneusz Paliński, dzięki czemu błyskotliwa kariera zaprowadziła go na wyżyny światowego sportu.
Chłopak z Nużewka zaczynał skromnie, podnosił ciężarki dostępne w obejściu ojca. O sztandze nie marzył, za nią musiał  mu wystarczyć drewniany drążek, na którym zawieszał koła zębate od maszyny, za pomost  służyło klepisko w stodole. Tak się  wtedy zaczynało.... W połowie lat 50 na wsi poczęto organizować koła LZS, a jednymi z pierwszych zawodów były konkursy siłaczy wiejskich. Podnosili oni ciężarki od sieczkarni, funty od wagi, inne gospodarcze żelastwa. Początkowo  młody Irek nie był  w tym najlepszy. Po latach chwalił się  nieco starszy Ireneusz Sokołowski z Ościsłowa, że udało mu się pokonać późniejszego mistrza, podobnie jak Antoni Skiba, rotmistrz ciechanowskich ułanów (który swego czasu w biegu zwyciężył z  samym Januszem Kusocińskim).
W stodołach razem z Irkiem ćwiczyli chłopcy z  podciechanowskich wsi: Leszek Olczak z Ościsłowa, Smoliński z Pszczółek, Henryk Brodowski, pozostali z i z Grędzic i Bielina, dużo było chętnych w szkołach rolniczych w Gołotczyźnie. Na konkursie siłaczy w Ościsłowie w 1957 r. rewelacją był Kazimierz Hetmański, który ciężarek o wadze 17,5 kg podniósł 180 razy, kwalifikując się na konkurs ogólnopolski, Bogdan Grudziński z tej wsi miał 110 podniesień,  a Ireneusz Paliński tylko  69.
Sekcja ciężarowców w LZS Ciechanów zawiązała się w 1954 r. Pierwsze wyniki przyszłego mistrza nie były imponujące, na zawodach powiatowych w Glinojecku osiągnął 227 kg w trójboju, ale już rok później na I Mistrzostwach LZS Mazowsza w Przasnyszu z wynikiem 287,5 kg zajął I miejsce w trójboju. „Był to najlepszy rezultat tych zawodów zupełnie nieznanego zawodnika” -  pisano w prasie. Jeszcze w tym samym roku poprawił go na 315 kg, czym zagwarantował sobie miejsce w kadrze narodowej. Na zawodach za granicą po raz pierwszy wystąpił w 1957 r., były to Mistrzostwa Świata w Teheranie, gdzie zajął 4 miejsce. Rok później z tej samej rangi zawodów w Sztokholmie przywiózł medal brązowy, w 1960 r. na Mistrzostwach Europy w Mediolanie był drugi.
W 1960 r. na Olimpiadę do Rzymu pojechał  już jako znany sportowiec, wicemistrz i rekordzista świata, jego sukcesy dawały nadzieję na medal. Podczas otwarcia igrzysk niósł naszą flagę narodową, z czego ówczesne pokolenie było niezwykle dumne, w pięknym stylu zdobył złoty medal, a Polska w ogólnej punktacji medalowej 9 miejsce. To był największy sukces Ireneusza. Mistrz nagle stał się popularny, jego nazwisko znała cała Polska. „Triumf Polaka przeżywamy wszyscy, ale najbardziej dumni są mieszkańcy województwa warszawskiego”, pisano w  Dzienniku Ludowym”. W plebiscycie w 1961 r. Przeglądu Sportowego” ogłoszono go „Sportowcem Roku”. Dzięki niemu rozgłos zdobył też powiatowy Ciechanów i rodzinne Nużewko, poczęli tu zjeżdżać dziennikarze i telewizja, sport zyskiwał nową, wyższą rangę.
Tymczasem  już w trakcie olimpiady w Rzymie w mieście nad Łydynią zawiązał się komitet powitalny mistrza olimpijskiego, nieliczne jeszcze zakłady pracy złożyły się na prezent, którym był telewizor i inne drobiazgi. O dzisiejszych honorariach i profitach sportowców nie było mowy, zwycięzcy otrzymywali co najwyżej teczkę skórzaną, prodiż, a pralka frania bądź rower, to były  bardzo cenne nagrody.  Jednak miejscowe władze, jakby przewidując sukces  juz przed igrzyskami przyznały Palińskiemu  mieszkanie -  kawalerkę z telefonem w bloku przy ul. 17 Stycznia 29, naprzeciwko Cegielni Gostków.
Samolot z reprezentacją  olimpijczyków wylądował na Okęciu w poniedziałek 11 września wieczorem, wśród witających rodaka byli też ciechanowianie. Dwa następne dni wypełniły spotkania i przyjęcia w Warszawie, m. in. u premiera Józefa Cyrankiewicza, pierwszy Order Polonia Restituta ozdobił piersi Irka. W czwartek, 15 września przyjazd do Ciechanowa, po drodze jego samochód został zatrzymany w Płońsku, uradowana młodzież dopytywała o drogę do kariery, a wszyscy z zachwytem oglądali medal, marząc zapewne o  podobnej karierze. Samochody minęły Sochocin i Ojrzeń,  a pod Kraszewem czekała kolumna ponad 50 motocyklistów, w ich asyście Mistrz Olimpijski wjechał na stadion, na którym niecierpliwie czekało 5 tysięcy ciechanowian, podczas gdy  całe miasto liczyło 22 tysiące. Dużo gości przybyło z Warszawy i z innych miast Mazowsza, na trybunach zazieleniło się od barw LZS.. Nikt nie krył wzruszenia i radości,  co rusz to intonowano „ sto lat”,  rozlegała się muzyka z trąb. Przemówieniom nie było końca, uzupełniały je występy i pokazy sportowe. . Niejednemu wydawało się, że stadion przemienił się w trybunę greckiego teatrum.
 W imieniu władz mistrza witał Zdzisław Barwiński,  przewodniczący Prezydium PRN (odpowiednik dzisiejszego starosty)  ”- Dziś miasto nasze, cała ciechanowska ziemia przeżywa osobliwy i niespotykany w jej dziejach moment, wita jednego ze swych mieszkańców, który zdobył najwyższe wyróżnienie w świecie, złoty medal olimpijski, równy starożytnemu laurowi olimpijskiemu” - mówił przewodniczący. Gdyby to było w starożytnej Grecji posągo mistrza stałyby na całej drodze dojazdowej do stadionu – zapewnił.
 Przemawiał też główny bohater, nie krył wzruszenia z tak serdecznego przyjęcia i z tłumu ciechanowian, z obecności na trybunie honorowej swoich rodziców. Paliński mówił o początkach kariery i drodze do Rzymu. Zapytano siłacza jak czuł się stojąc na najwyższym podium olimpijskim, gdy biało czerwona pięła się w górę i z głośników popłynęła melodia naszego hymnu, powiedział: ”Tej chwili nie zapomnę nigdy, jej przeżycie było ponad moje siły, uległem ludzkiej słabości i potrzebna była chusteczka, ale kostium nie miał kieszeni.” Z oddzielnym podziękowaniem zwrócił się do Barwińskiego, który roztoczył nad nim ojcowską opiekę.
Owacyjnie żegnany  ciężarowiec  opuścił stadion. Potem kolacją podejmowały go miejscowe władze, po niej odjechał do swojego mieszkania w bloku, który sąsiedzi ubrali w zieleń i  spowili flagami narodowymi.
Po sukcesie Palińaski szybko przystąpił do treningów, dźwigał dziennie ponad 20 ton, i bez problemu zdobywał laury na mistrzostwach świata, Europy,  na meczach międzypaństwowych i ligowych. Cieszył się przyjaźnią nie tylko ciężarowców światowej marki. Początkowo zwracaliśmy się do niego „per Mistrzu”, mocny uścisk jego dłoni w latach 60. był dla niejednego niemałym wyróżnieniem. Ireneusz interesował się  też swoimi następcami, szkółką dla najmłodszych. Już w 1960 r. pisano: ”Najlepszy sportowiec Mazowsza nie tylko rozsławia sport polski na forum międzynarodowym, ale w ciechanowskim LZS wychowuje swych następców”. Wystarczyło jego nazwisko, a w niejednej miejscowości powstały koła i sekcje ciężarowców, ta dziedzina sportu należała wtedy do najpopularniejszych. Coś z tego zostało i do dzisiaj. CLKS Mazovia godnie i z sukcesami w I lidze kontynuuje idee sportowe Ireneusza Palińskiego. W latach 80 wybudowana została dla sportu ciężarowego w Ciechanowie  przy ul. Kraszewskiego jedyna  taka hala sportowa w Polsce,  a ciężarowcy przeprowadzili się ze  skromnego budynku przy ul. Żeromskiego z  pod szyld - Ośrodek Przygotowań Olimpijskich.
Mistrz był ozdobą wielu imprez, na niektóre przywożono niewielki pomost i sztangę, on demonstrował podnoszenie ciężarów, zapraszał innych do naśladowania. Wspomnę dożynki z 1961 roku, po ich zakończeniu i pokazie ciężarowców zasiedliśmy do obiadu. Z uszanowania dla mistrza ustawiono przed nim misę kotletów schabowych i mielonych, kurczaki, bigos i sałatki, także w roli biesiadnika wypadł dobrze, smaczne jadło znikało w oka mgnieniu.
W 1965 r. Ireneusz ożenił się z Zofią Drozdowską, przy ul. K. Tomaszewskiego wybudował dom, posadził drzewa, urodziło się dwóch synów -  Adam i Piotr, obaj próbowali sił w ciężarach, Piotr sięgnął nawet po tytuł mistrza Polski. Poza sportem Ireneusz był dobrym stolarzem, jakiś czas temu wyrabiał modne korki dla kobiet, jego dziełem są  mi.in schody w muzeum w Ciechanowie. Troefa olimpijskie przekazał do Muzeum Sportu w Warszawie, sam doczekał się  też satysfakcji: otrzymywał rentę dla wybitnych sportowców, prócz różnych odznaczeń był Kawalerem Orderów, Oficerskiego oraz Komandorii Odrodzenia Polski z Gwiazdą, jego nazwisko utrwalono w Alei Gwiazd w Cetniewie, honorowany był na miejscu, w Ciechanowie, po śmierci zrodzą się zapewne nowe inicjatywy.
W dzień pogrzebu  do Ciechanowa przyjechali olimpijczycy: Waldemar Baszanowski, Zygmunt Smalcerz, Agata Wróbel, były sztandary Polskiego Komitetu Olimpijskiego i Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów, flaga olimpijska okrywała trumnę. Po nabożeństwie żałobnym w kościele św. Piotra Apostoła przemówienie żałobne wypowiedział dyrektor generalny PKOL Kajetan Broniewski, niedawny zresztą olimpijczyk, także prezes PZPC Janusz Przedpełski, pełniący nieprzerwanie tę funkcję od 1959 r. To on w 1956 r. przywiózł Irkowi do Nużewka pierwszą autentyczną sztangę.. Wśród żałobników byli olimpijczycy, ciężarowcy Mazovii, przedstawiciele instytucji i stowarzyszeń oraz ciechanowianie. Ale już   niewielu z nich pamiętało szczęśliwy rok 1960 i lata sportowego triumfu Ireneusza Palińskiego, któremu przynależny jest znicz ale już wiekuisty.
EDWARD LEWANDOWSKI

autor: Współpracownik

Komentarze Internautów (1)dodaj komentarz

  • Jarosław, 2016-11-12 16:19:12
    Przygoda w szkole podst. nr. 6 w Ciechanowie
    To był rok chyba 1966 ,kiedy jako 6-letni wówczas uczeń w/w szkoły biegaliśmy do sali gimnastycznej,gdzie na jednym z treningów w podnoszeniu ciężarów,w których uczestniczył znany nam już wtedy Ireneusz Paliński,jednemu z trenujących ,mówili,że to Ireneuszowi spadła z pomostu sztanga i przebiła się do kotłowni Szkoły ,wybijając dużą dziurę . Ależ to była dla nas frajda !!!