Tygodnik Ciechanowski

Poniedziałek, 22 października 2018

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Endorfiny

Zgodnie z daną czytelnikom obietnicą, im bliżej wyborów, tym mniej piszę o polityce. Co nie znaczy, że o niej nie myślę. Wręcz przeciwnie, nawet w snach jestem nękana politycznymi koszmarami, jeśli nie wprost, to symbolicznie. O, na przykład dzisiejszej nocy ubierałam ogromną, upapraną świnię w białą bluzkę. I gdy wreszcie udało mi się tę bluzkę przeciągnąć przez świński łeb, zwierzę próbowało odgryźć mi twarz. A zębiska miała ta świnia straszliwe! Jeśli to nie jest sen ewidentnie polityczny, to niby jaki? Przecież na pewno nie erotyczny!

Na jawie z kolei nie mogę powstrzymać napływu słów zgrupowanych w triady. Wciskają się każdą medialną szczeliną, fruwają na wietrze, wiszą na płotach.

To Tamto Owo.

Zawsze trzy słowa, rzadko więcej. Widać sentencja omne trinum perfectum* tkwi głęboko w zbiorowej podświadomości i stąd się bierze ten wyborczy rytm: pam-pam-pam. Doświadczenie Aktywność Uczciwość. Konkretna Pracowita Skuteczna. Wytnijmy Wszystkie Drzewa. Razem Budujemy Mazowsze. Teraźniejszość Dla Przyszłości. Uczciwość Tanio Sprzedam.

Raz, dwa, trzy - wygrasz ty.
Albo przegrasz, też na trzy.

Ale, ale, miało być bez polityki! Zamykamy nasz teatrzyk.

Środkowa część października, o ile pogoda dopisuje, to dla mnie najpiękniejsza pora. W tym roku złocistość trzyma się mocno, słońce wciąż grzeje. I ta złocistość pomieszana z ciepłem, gdy ją przyjąć wszystkimi zmysłami jak Wielką Jesienną Komunię, wypełnia ciemne miejsca w duszy. Dla mnie to łatwe, wystarczy, że wyjdę przed chałupę i już jestem w złocistościach, czerwieniach, fioletach i brązach. Sójka na sośnie od razu podnosi wrzask: baba! baba! Kot na płocie, kot na jabłoni, kot w malinach (a maliny wciąż dojrzewają i są coraz słodsze), kot na studni, kot w hamaku. Choćby się człek akurat miał czym zasmucić, to gęba sama układa się w uśmiech. Endorfiny, rozumiecie? Ale nie muszę zadowalać się tym, co przed nosem. Są takie miejsca, gdzie przypływ endorfin, czyli tak zwanych hormonów szczęścia, jest szczególnie silny. Co za tym idzie, poziom odczuwanej radości i lekkości wewnętrznej jest spektakularny i trwa całymi godzinami.

Dla mnie takim miejscem są Góry Dębowe. To raptem kilka kilometrów od zdziwójskiej doliny, a wrażenie takie, jakby się było w miniaturowych Beskidach. Dziesięciokilometrowa ścieżka rowerowa (którą wolę jednak przemierzać pieszo z kijami) jest tak malownicza, że wręcz uzależnia. I chce się tam wracać, i jeszcze raz, i jeszcze. A nie sądźcie, że mogłabym się tą trasą kiedykolwiek znudzić, skoro za każdym razem odkrywam coś nowego, co poprzednim razem umknęło albo co właśnie urosło lub upadło, odsłaniając nowy widok.

Jeżeli ktoś potrafi iść w ciszy i nie kłapać ustami przez kilka godzin (z gadułami nie wybieram się do lasu), to może stanąć twarzą w pysk z jakimś pięknym zwierzęciem, jeleniem lub... dzikiem. Ale jesienią trudno iść bezszelestnie, gdy pod nogami masz gruby dywan z liści i żołędzi. Tym razem mignęła mi tylko umykająca sarna.
 
Tej jesieni zwierzaki cieszą się wielkim żarciem: żołędzi i orzechów laskowych mają w bród. Taki rok, gdy dęby owocują obficie, zwał się niegdyś rokiem paśnym lub tucznym. A to dlatego, że jesienią świnie z całej wioski pod opieką wspólnie opłacanego świniarczyka pędzono do dąbrowy, by tam jadły do syta i tyły na potęgę. Bieżący rok w Górach Dębowych jest z pewnością rokiem paśnym. Za to grzybów nie ma wcale. Może mają jakąś przerwę, albo już były, w każdym razie żadne borowiki wielkości koła młyńskiego, żadne „maślakowe pola” nie rozpraszały tym razem mojej uwagi. Za to widziałam kwitnące poziomki. Optymizm w naturze, jak sądzę.

Po takiej wyprawie nawet ja, mistrzyni skwaszonej gęby, czuję optymizm. Jak powiadam, endorfiny. Zabawne, że to, co dla mnie jest źródłem szczęścia i radości, jest do wzięcia zupełnie darmo. Niczego nie trzeba kupować, niczego łykać, o nic prosić. Wystarczy iść. Oto moja (niepolityczna) triada: Oddychać Patrzeć Słuchać.

ANNA MARIA NOWAKOWSKA  

*sentencja łac.: Wszystko co potrójne, jest doskonałe

Zdziwój Nowy, 16 października 2018 r.

Więcej felietonów