Tygodnik Ciechanowski

Czwartek, 21 czerwca 2018

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

(Nawiasem mówiąc)

Niedawno widziałam krótki film opowiadający historię jednego miejsca. Rosła tam spora kępa starych drzew. Zjawiskowa, niczym oaza na pustyni, teren bowiem do zielonych nie należał. Rosły sobie te drzewa od wielu lat, dając cień i ochłodę mieszkańcom pobliskiego osiedla bloków.
 
Pewnego dnia, brzydką maszyną na groteskowo wielkich kołach, przybyli ludzie z piłami. Ludzie w odblaskowych kamizelkach przyjechali i w kilkanaście minut drzew już nie było. I cienia już nie było, został tylko ubity piach i szary pył.
 
Minęło kilka dni i stało się jasne, za co tamte stare drzewa oddały życie. Na ich miejscu postawiono bilbordy, a na bilbordach, ach, wzruszające, chłopiec obejmujący drzewo. Komuś tam się zamarzyła taka szlachetna kampania, że Kochajmy i Chrońmy Przyrodę. Nawiasem mówiąc: (to nie działo się w Polsce, ale przecież głupota nadziewana dobrymi intencjami jest dobrem między- i ponadnarodowym, prawda?).

Wszyscy deklarują pragnienie, by świat był lepszy. Wielu sądzi, iż coś robi w tym kierunku. Nikt nie próbuje jakoś określić lub weryfikować „lepszości”.

Bezpieczniej jest dla własnego dobra nie przyglądać się zbyt uważnie inicjatywom mającym w zamyśle wprowadzać dobre zmiany.
 
Nawiasem mówiąc: (żałuję, że dla dużej części społeczeństwa pojęcie dobrej zmiany stało się synonimem dekonstrukcji i uzaściankowienia tudzież przymusowej stupidyzacji).

Gdy ktoś tłumaczy, że miał dobre intencje, tylko mu nie wyszło, to pół biedy. Ale gdy ktoś żąda, aby intencje uznać za kryterium ostateczne, to pardon me, niech się lepiej w łeb stuknie, która to czynność chroni ponoć od uroków. Nawiasem mówiąc: (zawsze i w każdych okolicznościach staram się pamiętać, czym jest wybrukowane piekło, a wy?).

Więc może wspomnę, że skoro - po raz nie wiadomo który - gminy zapowiadają budowę kolejnych placów zabaw, to może czas zapytać, ile jeszcze tych wygłupów, pozorujących pożyteczne działania na rzecz społeczności? Ilekroć wjeżdżam do Chorzel, tuż za Orzycem po lewej stronie drogi oglądam pomnik megalomanii i zmarnowanych pieniędzy. Przez większość czasu kompletnie pusty ogromny plac zabaw, od którego wieje smutkiem.

Niedaleko przepływa piękna rzeka; zostało jeszcze kilka drzew i dywan pachnących łąk, które cieszą oko wędrowca. Ale zaraz wyłania się ta maszkara, to upiorne coś, gdzie nie pozostawiono nic zielonego, nic żywego, tylko beton i plastik, i trochę lakierowanego drewna wygiętego w ławki bez oparcia. Całości strzegą ażurowe konstrukcje wypełnione kawałami szkła i betonu. Nawiasem mówiąc: (ten „plac zabaw” jest usytuowany w miejscu, które co kilka sekund mija ciężarówka.

Ciężarówka ta, dopiero co zjechawszy z ronda przyśpiesza, wypuszczając obłok spalin). A wszystko to w miasteczku, które ma taki potencjał przyrodniczy, tyle zielonych i pachnących zakątków, gdzie mogłyby bawić się dzieci i wypoczywać mieszkańcy zmęczeni hałasem głównej arterii. Piszę o tym, ponieważ teraz pojawiła się groźba „zagospodarowania” zalewu Orzyca. To straszne słowo w wydaniu lokalnych władz może oznaczać tylko jedno: beton, beton i jeszcze różowy beton. Na to doniczka z bratkami i może jakiś pomnik albo ławeczka. Żeby nie było trawy, bo trawa to wiocha, a u nas jest miasto. Nawiasem mówiąc: (komu się roi, że „ludzie z miasta” przyjadą do Chorzel posiedzieć na betonie?).

Problem polega na tym, że ludzie podejmujący te inicjatywy mają ze wszech miar dobre intencje, ergo żądają, aby te intencje, nie zaś ich skutki, stanowiły podstawę ewaluacji. Nawiasem mówiąc: (inicjatywy oddolne bywają równie bezsensowne, o czym obiecałam już nie wspominać, ale aż mnie świerzbi, żeby poszarpać jeszcze przy innej okazji ten biało-czerwony, świętej pamięci łańcuch).

ANNA NOWAKOWSKA  

Zdziwój Nowy, 19 czerwca 2018 r.

Więcej felietonów