Tygodnik Ciechanowski

Poniedziałek, 17 grudnia 2018

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Na szczytach farsy

Na wstępie przedstawię państwu relację z fikcyjnego spotkania na szczycie. Zaznaczam, iż wszelkie podobieństwa czy też aluzje do bieżących wydarzeń mających miejsce w Katowicach są niezamierzone. Lub wręcz przeciwnie.

Zapraszam was na trwający właśnie Międzynarodowy Kongres Wspólny Wegetarian i Obrońców Praw Zwierząt (MKWWiOPZ). Tegoroczne spotkanie organizuje i prowadzi kraj, który sam siebie opisuje - ustami najwyższych władz państwowych - jako światowego lidera w kwestii odchodzenia od spożywania martwych zwierząt.

Z licznych materiałów promocyjnych dowiadujemy się, że zwierzęta, a nawet ludzie (sic!) żyją tutaj w dobrostanie i szczęśliwości, a jeśli nawet któryś z gatunków czuje się gorzej, to i tak czuje się lepiej, niż czułby się gdziekolwiek indziej, bo taka jest polityka rządu i samorządu i w ogóle, i tak dalej (patrz: film promocyjny „W krainie jarmużu i szczęśliwych kur”).
 
Szczyt został zorganizowany w stolicy tak zwanego „zagłębia mięsnego”, gdzie w każdej gminie rozwijana jest hodowla trzody, bydła, drobiu i zwierząt futerkowych. Dostojnych gości powitał fetor padliny oraz zespół muzyczny Szechita utworem „My rzeźnicy”. Przybyłych w osłupienie wprawił oryginalny akompaniament z wykorzystaniem instrumentów nietypowych: haków rzeźniczych z zakończeniem ostro-tępym oraz brzeszczotów pił do mięsa i kości.

Sala obrad, sale wykładowe, hale wystawowe i pomieszczenia wypoczynkowe zostały udekorowane w wyjątkowy sposób nawiązujący do tradycji i kultury gospodarzy kongresu. Już przy wejściu goście mogą podziwiać instalację z uśmiechniętych wędzonych świńskich głów. Girlandy kiełbas i świeże półtusze w specjalnych gablotach, a obok podświetlane klatki ze szczęśliwym drobiem. Goście mogli się częstować wieprzowymi nogami, wołowymi ozorami, kurzymi udkami i dziczyzną.

Smutny ten fakt, iż część uczestników kongresu wyraża zdumienie, a nawet oburzenie, świadczy o niezrozumieniu najlepszych intencji gospodarzy. Wbrew wszelkim insynuacjom i na przekór hejterskim komentarzom nasz prezydent w swoim wystąpieniu zapewnił, że nadal będziemy liderem światowego wegetarianizmu, chociaż oczywiście zwierzęta zabijać musimy i jeść będziemy, ponieważ to w żaden sposób nie stoi w sprzeczności z ideą wegetarianizmu. Schab, polędwica, a nawet świński ryj z chrzanem wrosły w naszą tradycję głęboko i w żadnym wypadku nie stoją w sprzeczności z ideą główną, którą jest odejście od spożywania nieżywych stworzeń. Wręcz przeciwnie, dynamicznie rozwijający się przemysł przetwórstwa mięsnego jest osią naszych działań zmierzających do ograniczenia spożywania mięsa, w którym to ograniczaniu jesteśmy, jak raz jeszcze z mocą należy podkreślić, światowym liderem.

A jeśli komuś wydaje się, że widzi tu jakąś sprzeczność, to widocznie patrzy nie pod tym kątem i bardzo powierzchownie, bez uwzględnienia niuansów i takich różnych tych tego.

Szanowny czytelniku, jak już zaznaczyłam, wszelkie metaforyczne odniesienia do przebiegu COP24 w Katowicach szanowny czytelnik tworzy na własną odpowiedzialność. Nie można przecież mieć pretensji o to, że skoro mamy węgiel, to chcemy go pokazywać przy każdej okazji i o nim opowiadać, i śpiewać, a nade wszystko spalać przez następne 200 lat.

ANNA MARIA NOWAKOWSKA  

Zdziwój Nowy, 11 grudnia 2018 r.

Więcej felietonów