Tygodnik Ciechanowski

Sobota, 29 lutego 2020

Gorzka słodycz

Pączkoza tłustoczwartkowa powoli wygasa tak w mediach, jak i w marketach; mamy piątek, pierwszy dzień krótkiego okresu Odświeżania Czerstwych Pączków.
Można się udać do sklepu po chleb bez obawy, że się wdepnie w pączka albo potrąci babę z pączkami na palecie.

Całość cukrowo-mącznej orgii potrwa już tylko do wtorku, bo we wtorek są ostatki i żaden pączek ni faworek, ani żadna inna forma słodkiego gniota, wiodąca na tłuste pokuszenie, nie ma prawa przetrwać do środy.

Wiem, że zbiorowe opychanie się tłustymi słodyczami przez jeden dzień w roku ma głęboki sens, tylko jakoś nie mogę go uchwycić. Niektóre odmiany sensu są bowiem dla mnie niedostępne poznawczo i niech tak zostanie.

Lecz kimże ja jestem, żeby ponurymi wywodami psuć ludziom ich proste przyjemności? Przecież za chwilę zaczyna się Wielki Post, zamkną się cukiernie i sklepy z alkoholem. Znikną stoiska z mięsem, przemysł mięsny dozna gwałtownej zapaści, stąd potrzeba, żeby się napchać, zapchać… Coś pomyliłam?

Pewnie myślicie, że nienawidzę pączków, bo mi ich żreć nie wolno. Że skoro ja nie mogę się napączkować, to i innym obrzydzę. Może tak jest. A może nie jest.

Może po prostu wiem coś o cukrze i widok ludzi opychających się słodyczą budzi we mnie odruch gorzkiego współczucia? I może widok matek, skarmiających swoje potomstwo słodką trutką odbiera mi resztki wiary w ludzki rozum?

Że co? Że tylko raz w roku?

Bez żartów, bez żartów proszę.

Wspomnę przy okazji, że dla osób uzależnionych od cukru zjedzenie jednego pączka jest tym samym, co dla alkoholika wypicie jednego kieliszka. Jest mianowicie wstępem do długiego, wyniszczającego ciągu, po którym następuje fizyczny i moralny kac.

Bo, proszę państwa, cukier to nie jest niewinna substancja, którą można skwitować banałem „wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba znać granice”. Cukier uzależnia i zabija, chociaż napakowana cukrem osoba nie zatacza się i nie cuchnie.

Wspólnym doświadczeniem cukroholików są wciąż ponawiane dramatyczne próby wyeliminowania z diety słodyczy pod każdą postacią. Większość tych zmagań kończy się nocnym przeszukiwaniem szafek, torebek, kieszeni i/albo cwałem na najbliższą stację benzynową po batonik, ale co tam jeden batonik, niech będzie od razu dziesięć.

Mój znajomy, na odwyku od cukru będąc, rozebrał niegdyś kuchenną zabudowę, żeby dostać się do krówek. Pamiętał, że kilka cukierków kilka miesięcy wstecz wpadło mu za zmywarkę. Więc na głodzie cukrowym, w środku nocy zdemolował własną kuchnię, znalazł krówki, pożarł je, a następnie wsiadł w samochód i pognał do całodobowego sklepu po więcej.

Ale przecież nie tylko ja piszę o przykrych sprawach. O, weźmy na przykład to:
„Sytuacja jest rzeczywiście przerażająca. Dramatycznie wzrasta liczba dzieci chorych na cukrzycę i to szczególnie tych młodych – mówi profesor Krzysztof Strojek, krajowy konsultant do spraw diabetologii.”

Czy to aby na pewno przypadek, czy może jednak jest tu jakiś związek z obecnością cukru w niemal wszystkich produktach stojących na sklepowych półkach?

Cukier w wędlinach. Cukier w jogurtach i twarożkach. Cukier w śledziach. Cukier w keczupie, majonezie i musztardzie. Cukier w surówkach, sałatkach, konserwach. No i w chlebie!

Słodycz powszechna i obowiązkowa; chcesz czy nie chcesz, wtryniają ci cukier.

Państwo oczywiście reaguje po swojemu, wprowadzając podatek od cukru, bo państwo przecież musi wyciągnąć korzyść z każdego ludzkiego nieszczęścia, nakładając haracz na dopuszczone do sprzedaży toksyczne produkty.

No, ale dosyć już tego psucia nastroju. Tylko jeszcze – kończąc – nadmienię, że od niektórych trucizn umiera się szybko, a od innych powoli i słodko.

ANNA MARIA NOWAKOWSKA

Zdziwój Nowy, 25 lutego 2020 r.

*Tytuł został mi zasugerowany za pomocą sygnału z odległej galaktykidę

Więcej felietonów