Tygodnik Ciechanowski

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Czarne dziury

Cały świat się ekscytuje tym, że oto wykonano zdjęcie czarnej dziury z galaktyki M87, leżącej w konstelacji Panny.

Pierwsze w historii zdjęcie dziury przeczarnej i ssącej, takiej jakby gęby, która wchłania wszystko z całą bezwzględnością, a gdy coś pożre, to podobno na amen. Jak coś wessie, to nie wypuści.

Ta nibygęba wygląda na zdjęciu jak nadgryzione ciastko zwane oponką, czyli jak tłusty, lśniący pączuś z dziurą.

Co jest – pytam siebie – podniecającego w fotografii pączkopodobnej paszczy, skoro nawet nie jest pewne, że ta paszcza wciąż tam jest w tej galaktyce? Albo że w ogóle jest tam jakaś galaktyka…

Była, owszem, pięćdziesiąt sześć milionów lat wstecz, więc co mnie to obchodzi, skoro wtedy jeszcze nie było mnie na świecie.

Nie było nawet tych moich dzielnych przodków, którzy, jak twierdzi pani ekspremierka Ewa Kopacz, prali po mordach straszliwe dinozaury przy użyciu kamieni łupanych bądź też dłubanych czy gładzonych, bo ja wiem…

W ogóle mnie nie porusza ta dziura sprzed milionów lat, bo widzę od dawna taką mnogość czarnych dziur, że mnie nudzą po prostu.

Mamy wszak wielki wysyp czarnych dziur, co do których nie ma najmniejszych wątpliwości, że istnieją nam współcześnie i w twarz nam się śmieją swoimi wiecznie głodnymi, czarnymi mordami.

Najbardziej znaną czarną dziurą jest dziura budżetowa. Jest to ogromna japa, zdolna wchłonąć wszelkie podatki, daniny i haracze wyssane z kieszeni obywatela. I to wszystko od razu gdzieś znika, normalnie znika, jak to w czarnej dziurze; zapytajcie pierwszego lepszego Einsteina albo Hawkinga (lub nawet cyrkowego sztukmistrza, który z kapelusza potrafi zrobić czarną dziurę lub jej przeciwieństwo), to wam powiedzą, że skoro raz coś do dziury wpadnie, to już się z niej nie wydostanie.

Dlatego nie ma sensu gmerać w tej dziurze w poszukiwaniu pieniędzy na podwyżki dla lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli lub innych pożytecznych i najbardziej nam potrzebnych grup ciężko pracujących ludzi.

I nie ma sensu upierać się, że z tej najczarniejszej z dziur uda się wyżebrać parę groszy dla najmocniej skrzywdzonych i najsłabszych – dla niepełnosprawnych.

Ale spójrzmy na to wszystko z drugiej strony, mam na myśli dosłownie z Drugiej Strony. Jeśli czarna dziura od strony widzialnej (na zdjęciu) jest wcieleniem Wielkiej Gęby, to może (ale tylko może) po drugiej stronie, tam, gdzie wzrok astrofizyków nie sięga, istnieje jakaś Wielka Odbytnica, która jednak oddaje to, co zassała. Jakoś. Komuś. Gdzieś.

Podążając za tą śmiałą myślą, przyjrzyjmy się uważnie naszej czarnej dziurze budżetowej.

Co widzimy?

Ano to, że Druga Strona nie tylko istnieje, ale jest niesłychanie wręcz aktywna. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że jest spazmatycznie aktywna, jak biegunka. Wyskakują z niej regularnie pakiety pieniężne z przeznaczeniem na wysokie premie dla rządzących.

I proszę mi tu nie sarkać i nosa nie krzywić, bo żeby aż tak koncertowo spieprzyć wszystko, czego się tkną, nasi ministrowie i ministry muszą się naharować jak woły. Więc im się te pieniądze Po Prostu Należą.

A zważywszy na nieokreśloną i tajemniczą strukturę czarnych dziur, nie można udowodnić, że ktoś tu działa z premedytacją; nie da się (serio?) udowodnić, że to, czego brakuje, ma jakiś związek z tym, czego jest nadmiar.

Dlatego jeździ sobie jakaś partyjna wierchuszka po kraju, prezentuje czarną dziurę od tej drugiej strony, zachęcając do szczerej wiary w te plusy, które zaraz z niej wyskoczą. A to premia dla krowy, a to dla wieprza.

I co my na to, no co my na to?

ANNA MARIA NOWAKOWSKA  

Zdziwój Nowy, 16 kwietnia 2019 r.

Więcej felietonów