Tygodnik Ciechanowski

Niedziela, 25 czerwca 2017

Elektroniczne wersje bieżących i niektórych archiwalnych wydań "Tygodnika" dostępne są na portalu eprasa.pl

Boże Ciało i ciało nieboże

Podarowałam niegdyś znajomemu przepis na cytryny kiszone w miodzie, których smakiem i zapachem się zachwycił będąc z wizytą. Rok później zrzędliwym tonem uczynił mi wyrzut, że nie napisałam, jak te cytryny miały być pokrojone. W plasterki? W ćwiartki? A może ósemki lub w kosteczkę? Więc nie zrobił tej kiszonki, bo nie wiedział jak, a zapytać się wstydził, żeby nie wyjść na głupka.

Przyznaję, wina leży po mojej stronie. Powinnam to wiedzieć (i rzeczywiście wiem), że każda instrukcja musi być kompletna, a to z racji pewnych właściwości umysłu. Otóż nie za bardzo on się lubi wysilać, ten nasz umysł. Z nielicznymi wyjątkami, które jedynie podkreślają wrażenie ogólnej durności. Umysł nasz żąda dopowiedzeń, a wszelkie niedopowiedzenia interpretuje na niekorzyść możliwości podjęcia działania. [Człowiek stworzył na swoje podobieństwo komputer z oprogramowaniem, w którym brak jednej kropki powoduje totalne ogłupienie i zwis całego urządzenia.]

Piszę o tym dlatego, że przykład powyższy nieźle ilustruje nieuchronną klęskę wszelkich wezwań do czynienia dobra, bez podania szczegółowej instrukcji, jak konkretnie to dobro należy czynić. Co gorsza, zbyt ogólnikowe albo metaforyczne ujęcie takich wezwań prowokuje działania nie tylko słabo skoordynowane, ale też szkodliwe dla świata całego. Weźmy kwestię miłości i miłosierdzia, tak entuzjastycznie forsowaną przez Kościół przy okazji co większych uroczystości. Tuż przed Bożym Ciałem wysłuchałam homilii, w której my, wierni, zostaliśmy wezwani do okazania miłosierdzia w praktyczny sposób. Ale ponieważ żadnej detalicznej instrukcji nie było, więc nikt się specjalnie nie przejął.

Za to prośba o przygotowanie trasy procesji była bardzo konkretna i szczegółowa, stąd wierni bez namysłu i bez wyrzutów sumienia dokonali corocznej masakry młodych drzew. Ciach, ciach, ciach i już jest bardzo ślicznie. Dziesięć tysięcy pomnożone przez sto jest równe milionowi. A przecież to tylko szacunkowa liczba; ta prawdziwa może być większa.

Pomnożyłam przybliżoną liczbę parafii* przez średnią liczbę konających drzewek, poutykanych na płotach wzdłuż trasy procesji. Te małe drzewka to są ledwie brzozowe noworodki, nie większe niż półtora do dwóch metrów wzrostu.

Może się mylę w swoich rachubach. Daj Boże, żeby w tej czy innej parafii jakiś mądry kapłan powiedział do wiernych: słuchajcie, przecież to jest czerwiec, wszystko jest zielone, kwitnące, pachnące. Zamiast niszczyć żywe drzewa dla wątpliwej ozdoby, wystawcie lepiej doniczki, kolorowe chorągiewki, to wystarczy. Hej, czy gdzieś w tym kraju znalazł się taki światły klecha?

W każdym razie nie było takiego w mojej okolicy. W ten świąteczny czwartek dane mi było przejechać tranzytem przez cztery parafie i w każdej widziałam te umierające brzózki. Jaki to przygnębiający widok dla kogoś, kto ceni życie. W pobliskim miasteczku poczułam szczególny smutek na widok rozmodlonego (tuż za proboszczem) i rozgadanego (na peryferiach pochodu) tłumu. Zaledwie dwa dni wcześniej tą samą trasę przemierzał nagi człowiek płci męskiej. Zadałam sobie pytanie, gdzie byli ci wszyscy dobrzy ludzie, którzy składają świadectwo swej wiary w procesji? Czy ktoś zdobył się na akt miłosierdzia wobec tego żałosnego bliźniego? Czy znalazł się odważny, żeby podejść i okryć czymkolwiek jego nagość? Nie wiem. Wiem natomiast z całą pewnością, że wielu robiło mu zdjęcia swoimi smartfonami. Jedną z takich fotografii znalazłam w swojej skrzynce mailowej. (Nawiasem mówiąc: Wolałabym wykłuć sobie oko, niż dodać swoje ciekawskie spojrzenie do tej zbiorowej nieprawości.) O tym niebożym gołym ciele gadania było a gadania. Że ktoś coś powinien. (Zawsze ktoś inny, nigdy ja sam, prawda?) Że demoralizacja w biały dzień. (Pytam: czyja demoralizacja? Czyż sami fotografujący nie są już dostatecznie zdeprawowani?) Że zamknąć go trzeba. (Tak, w zamykaniu jesteśmy zawsze pierwsi, chyba, że to nas chcą zamykać.) Wstydliwych problemów lokalnej społeczności nie da się rozwiązać wzruszając ramionami i odwracając oczy. Podpowiadam praktyczny algorytm: Nie wiesz, co zrobić? Znajdź  i poproś o pomoc kogoś, kto wie.

ANNA NOWAKOWSKA

Zdziwój Nowy, 20 czerwca 2017 r.

* W roku 2012 – według Rocznika Statystycznego Rzeczypospolitej Polskiej za rok 2013 – w naszym kraju było 10201 parafii.

Więcej felietonów