Tygodnik Ciechanowski

Sobota, 22 lipca 2017

Elektroniczne wersje bieżących i niektórych archiwalnych wydań "Tygodnika" dostępne są na portalu eprasa.pl

Nieszczęście w szczęściu i odwrotnie

Czego potrzebujemy, żeby doświadczać szczęścia? Zanim, szukając odpowiedzi, sięgnięcie do magazynu potrzeb, marzeń i planów na przyszłość, pozwólcie, że wam podpowiem: prawie niczego. Do odczuwania pełni szczęścia, które jest - ni mniej, ni więcej - stanem psychofizjologicznej równowagi, wystarczy przeciętna, we właściwy sposób spożytkowana inteligencja. Jeśli to brzmi jak obraza tradycyjnych przekonań o dążeniu do „coraz więcej, coraz fajniej”, to dobrze. Lepiej być chwilowo obrażonym niż na zawsze nieszczęśliwym.

Panna Jane, szczęściara z Edynburga, wygrała milion euro na loterii i zaraz spełniła wszystkie swoje marzenia. Dała sobie operacyjnie nadmuchać usta i biust, kupiła kilka ton ekskluzywnych dóbr odzieżowo-obuwniczych, kosmetycznych i wszelkich innych, które z trudem pomieściła w dwóch luksusowo urządzonych domach. Dogadzała sobie, dopieszczała i rozpieszczała swoje ciało wedle przekonania, że jest warta tego, co najlepsze. I może faktycznie była tego warta, kto wie?

Po kilku latach panna Jane nieoczekiwanie podjęła sądową batalię o ukaranie owej loterii, na której wygrała swój milion. Dała tym oręż tym wszystkim, którzy głoszą, że pieniądze nie dają szczęścia (ludzie często każą sobie płacić za wygłoszenie tej maksymy).

Pannie Jane pieniądze nie tylko nie przyniosły szczęścia, ale odebrały nawet tę odrobinę, która się w niej kołatała przed wielką wygraną. Za trwały uszczerbek na szczęściu poszkodowana zażądała finansowej rekompensaty. Czytelniku, który poganiasz czas do następnej wypłaty, tracąc cenne chwile życia na obliczanie, czy ci wystarczy na czynsz, masz prawo czuć w tym miejscu podszyte oburzeniem niedowierzanie. Może pomyślałeś, że gdybyś wygrał milion (niechby i w złotych), to do końca życia radośnie śmiałaby się twoja kwaśna gęba. Może sądzisz, że zrobiłbyś lepszy użytek z uśmiechu losu, bo jesteś mądrzejszy, ostrożniejszy i dojrzalszy.
Może i tak. Lecz szczerze wątpię. Wielkie wygrane zazwyczaj prowadzą do wielkich rozczarowań. Gdyby takie rozczarowanie ubrać w najprostsze słowa, to pewnie brzmiałyby tak: Mam już wszystko i mogę mieć wszystkiego więcej, ale nie wiem, co z tym zrobić.

Panna Jane naprawdę czuje się głęboko nieszczęśliwa i zraniona tym, że wygrane pieniądze zmusiły ją do określonego stylu życia i, co gorsza, do spełniania oczekiwań swoich wielbicieli i fanów. Gdyby nie one, byłaby całkiem przeciętną, w miarę zadowoloną z życia młodą kobietą. Ale nie może, bo została zniewolona i wetknięta w ciasne ramy przez mamonę.

Jeśli wygra w sądzie i dostanie odszkodowanie, panna Jane zamierza ofiarować pieniądze na cele charytatywne. Widzicie? Gdyby od razu po wygraniu miliona tak uczyniła, nie musiałaby przechodzić tego piekła zakupów, operacji plastycznych itepe. I nie popadłaby w stan nieszczęśliwości.

Ćwiczenie dla wyobraźni: Co zrobiłaby panna Jane, gdyby ktoś (jasnowidz?) podszedł do niej, trzymającej wygrany kupon i rzekł: Masz dwie drogi do wyboru, możesz być szczęśliwa, jeśli oddasz tę wygraną na jakiś szlachetny cel, albo nieszczęśliwa, jeśli wydasz te pieniądze na siebie. Idźmy dalej: Co ty byś zrobił, drogi czytelniku, w analogicznej sytuacji?

Prawdę mówiąc, nasza Jane przeszła w ciągu kilku lat cały proces, który u przeciętnego dorobkiewicza trwa kilkadziesiąt lat. Rozczarowania i stan ciągłego pobudzenia dążeniami są zwykle rozłożone w czasie, a przez to mniej dolegliwe. Z tego powodu niewielu ma motywację, żeby się wyrwać z kołowrotka, wewnątrz którego biegną. Biegną i (dysząc z wysiłku) deklamują pierdoły w rodzaju „ambicję miej i w górę się pnij”.

Jak być szczęśliwym? Czasem wystarczy przestać naruszać stan równowagi organizmu. Największą dysharmonię wprowadza pogoń za nieistniejącym stanem „już wystarczy”. Dosyt bowiem nie istnieje. Jest tylko nieszczęście niedosytu i nieszczęście przesytu. Ja tu nie daję złotych rad. Proponuję jedynie rzut oka z innej perspektywy.

ANNA NOWAKOWSKA

Zdziwój Nowy, 18 lipca 2017 r.

Więcej felietonów