Tygodnik Ciechanowski

Czwartek, 23 listopada 2017

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego na: http://eprasa.pl/news/tygodnik-ciechanowski. W e-prenumeracie taniej !

Upadek

Znacząca liczba kobiet nie życzy sobie, żeby obcy facet trzymał je za kolano, chociaż są wyjątki. Pewna znana piosenkarka wyznała w wywiadzie: „Kiedyś jechałam do Opola z bardzo ważną osobą i on mnie całą drogę trzymał za kolano. Ale no co to jest trzymanie za kolano? Niech sobie potrzyma. Trochę mi to przeszkadzało, ale wstydziłam się powiedzieć, żeby wziął tę rękę. Czułam się jednak wyróżniona, że ten mężczyzna, taki ważny, się do mnie dobiera”. Jakież to przygnębiające wyznanie! Za każdym czytaniem wydaje mi się bardziej ponure.

Wielka liczba kobiet nie pozwoli, żeby jakiś cham mówił o nich per „kurwy”. Lecz znajdzie się sporo ochotniczek, jeżeli ten cham jest znanym literatem. A smutne to jest tak okropnie, że muszę pisać ten felieton po kawałku; odpoczywam, starając się nie rozpłakać. Więc się denerwuję, że nie zdążę napisać na czas, i mam sobie za złe wybór tematu, przy którym ręce opadają.

Ale, panie, panowie, zbieram się w sobie i niech mi będzie wolno wyrazić osobistą opinię w poruszonej wyżej kwestii:

Pożądliwy obleśny knur w markowym garniturze nie jest w niczym lepszy od pożądliwego, obleśnego knura w kufajce i gumofilcach. Prawdę powiedziawszy bywa o wiele groźniejszy, bo paraliżuje otoczenie swoją pozycją i hipnotyzuje niepisanym immunitetem moralnym. Analogicznie literat rzucający wulgaryzmami w kobiety niczym się nie różni od obszczymura rzucającego wulgaryzmami w kobiety. A jeśli się różni, to na swoją niekorzyść, ponieważ jego głos niesie się donośniej i szkody czyni większe.

Żeby uprzedzić domysły, wyjaśnię od razu, z jakiej perspektywy na to patrzę: otóż spoglądam z dwudziestego pierwszego wieku, z końca drugiej dekady. I stąd widać, że moralny relatywizm to już przeżytek. Eureka! Ludzkość zaczyna odkrywać nowy wymiar równości – równość wobec oceny postępowania. Jasne, że celowo trochę przesadzam, bo tak różowo jeszcze nie jest i pewnie dłuuugo nie będzie, ale coś drgnęło i widać tę zmianę gołym okiem.

Nadchodzą ciężkie czasy dla tych pieszczoszków, którym nikt (żadna/żaden) nie mógł się oprzeć. Bo jeśli się opierali, to na nic nie zdał się talent, na nic ciężka praca. Koniec kariery następował, zanim się jeszcze na dobre zaczęła. Zwłaszcza w biznesie szoł, ale przecież nie tylko. To mętne bajoro rozlewa się na wszystkie obszary, w których obowiązuje hierarchia dziobania. A raczej hierarchia wykorzystywania. A gdzie jej nie ma? Serio pytam, gdzie? W nauce? W polityce?

Szczęśliwi nieliczni, którzy nie wiedzieli, ale to już koniec waszej niewinności. Nie da się odwrócić oczu, bo ze wszystkich mediów wyskakuje „me too”, czyli „ja też”. A są to tłumy kobiet i mężczyzn, z których każdy ma swoją opowieść. Na tym continuum poniżenia znajdują się krzywdy różnego kalibru i to trochę miesza w głowach. Zwłaszcza jeśli patrzy się z bliska.

Bezpieczniej pogapić się na Hollywood: oto znani aktorzy, reżyserzy, producenci filmowi. Teraz ich kariery obracają się w proch. Nie czuję żadnej satysfakcji ani w imieniu własnym, ani per procura. Ofiary i tak nie zapomną swego wstydu, bo tego się nie zapomina. Można zepchnąć wspomnienia w ciemne zakamary pozornej niepamięci, ale przychodzi taka chwila, jakiś dźwięk, zapach, imię i rusza lawina, podchodzi do gardła coś ohydnego. Coś, czego nigdy nie wyrzygasz; nie pozbędziesz się cudzego smrodu, lepkiego dotyku. Dlatego, Kevinie Spacey i inni, nie cieszy mnie wasz błyskawiczny lot koszący w dół. Tylko rozczarowuje i dziwnie zawstydza. Jak każdy upadek. A to dopiero początek.

ANNA NOWAKOWSKA  

Zdziwój Nowy, 14 listopada 2017 r.

Więcej felietonów