Tygodnik Ciechanowski

Czwartek, 21 lutego 2019

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

Pójdźmy wszyscy do Matrixa

Rozdział pierwszy - O tym, że większość ze znanych mi (osobiście, z widzenia, ze słyszenia, z czytania bądź oglądania) ludzi deklaruje, że chce ratować świat. Czy świat potrzebuje ratunku? Sprawdźmy wyrywkowo, bo wszystkiego nie można upchnąć w jednym, ubogim w dozwoloną liczbę znaków felietonie. O tym, że lodowce topnieją, na pewno słyszeliście, jak i o tym, że globalne ogłupienie nie pozwala nam przyjąć do wiadomości globalnego ocieplenia. Większość z nas wie też, że wycinanie - dla doraźnego zysku - lasów i puszcz pozbawi tlenu tych, którzy dziś są dziećmi i nie mogą protestować.
 
Ale są inne, trudniejsze do zauważenia, choć przecież spektakularne zwiastuny katastrofy. Słyszeliście może o zjawisku przedniej szyby? Jeśli nie, to na pewno widzieliście je na własne oczy. Wypadałoby się zdziwić, że szyba auta jadącego w letni wieczór szosą wśród pól i lasów pozostaje względnie czysta. Kto jest w stanie sięgnąć pamięcią do ubiegłego wieku, ten powinien pamiętać, jak nieszczęsne owadzie zwłoki oblepiały przednią szybę już po kilkunastu kilometrach jazdy. Ileż to było zachodu, żeby się co jakiś czas biednego ścierwa pozbyć i jechać dalej.

Co się stało, że dziś przednie szyby aut są czyste? I dlaczego to nie jest radosna wiadomość? Badacze alarmują od lat, że liczba owadów na obszarach zaludnionych drastycznie spada (w przybliżeniu o trzy czwarte ich liczebności wyjściowej), giną całe gatunki, zanika bioróżnorodność i wyczerpuje się podstawowe ogniwo w łańcuchu żywieniowym świata zwierząt. Z powodu braku pożywienia wymierają kolejne stworzenia, między innymi żywiące się owadami ptaki; giną gatunki roślin zapylanych przez ćmy i motyle. Aż pewnego dnia głód dosięgnie człowieka, chyba że się wcześniej udusimy z braku powietrza do oddychania. Nie, postulowane przez obrońców przyrody budowanie domków dla dzikich pszczół nie uratuje świata. Tym bardziej, że gdzieś obok nowoczesny i postępowy rolnik święci swoje pole glifosatem.

Mnóstwo ludzi dobrej woli ma wiedzę o stanie środowiska (globalnie i lokalnie) dostatecznie rozległą, żeby się bać. Angażujemy się w rozmaite akcje, stając w obronie i/lub przeciwko, w słusznej sprawie ratowania ożywionego świata. Doraźnie. Ale to nie wystarczy, prawda? Pozwoli nam lepiej się poczuć, ale nie ocali.

Rozdział drugi - O tym, że każda ze znanych mi (osobiście, z widzenia, ze słyszenia, z czytania bądź oglądania) osób deklaruje, że nie, absolutnie nie ma zamiaru z niczego rezygnować, bo ma prawo i chce, i będzie podążać za swoimi marzeniami. Podążać w tym obłąkanym rytmie, który narzucają pracujące dniem i nocą - w pocie czoła, z oddaniem - działy kreatywne agencji reklamowych: żeby zmotywować i wygenerować kolejną potrzebę, żeby więcej, szybciej, mocniej, dalej, częściej i diabli wiedzą co jeszcze. Idzie wiosna, więc mówią ci, że musisz kupić nowe buty, nowe szmaty, nowe meble, nowe auto, nowy smartfon, wybrać się w podróż samolotem na rajskie wyspy... Nie słyszałam, żeby ktoś pochwalił się tym, że w ramach ratowania świata zrezygnuje z jazdy autem na weekend i posiedzi w fotelu z książką. Nie znam nikogo, kto by się zdecydował na osobiste wyrzeczenia, nawet najdrobniejsze. Nawet ludzie, którzy aktywnie włączają się w kampanie dotyczące cierpienia zwierząt, nie są gotowi wprowadzić swoich przekonań w życie. „Teraz będziemy jeść polędwicę wołową z foie gras i kasztanami!” – pochwaliła się Krystyna Janda w mediach społecznościowych, ilustrując swoją kolację zdjęciami. Wątroba zadręczonej, siłą zatuczonej na śmierć gęsi na talerzu aktorki walczącej o dobrostan zwierząt, smacznego.

Jeśli się mylę, jeśli jednak istnieją ludzie, którzy postępują zgodnie z wyznawanymi wartościami, to dobrze, ale to i tak niczego nie zmieni, bo jest nas za mało. Jako cywilizacja, która oparła swój rozwój na chciwości, minęliśmy już punkt bez powrotu i bez wywołania śmiertelnej zapaści w gospodarce nie da się skutecznie i trwale ratować przyrody.
 
Rozdział trzeci - O tym, że istnieje kompromis, ale to bardzo delikatna kwestia. Dlatego krótko i zwięźle: rozwiązanie można skopiować z filmu Wachowskich „Matrix”. Mając na głowie kilka elektrod łączących ją z rzeczywistością wirtualną, Janda mogłaby jeść owsiankę, pozostając w przekonaniu, że delektuje się zamordowaną gęsią i zarżniętą krową. Wszyscy mogliby być absolutnie szczęśliwi, kupując, podróżując, polując, piłując, śmiecąc, jedząc niezdrowe rzeczy, prowadząc się niemoralnie i robiąc wszystko, co tam jeszcze do szczęścia komu trzeba – w przestrzeni wirtualnej, dostępnej powszechnie i za grosze. Jednym słowem: usiądź w fotelu, zaloguj się do wirtualnego świata i ratuj Ziemię przed własnymi pragnieniami.

ANNA MARIA NOWAKOWSKA  

Zdziwój Nowy, 19 lutego 2019 r.

Więcej felietonów