Tygodnik Ciechanowski

Wtorek, 22 sierpnia 2017

Elektroniczne wersje bieżących i niektórych archiwalnych wydań "Tygodnika" dostępne są na portalu eprasa.pl

 

Władza sprawdza się w rocznicach

Celebrowanie rocznic, wspominanie wojen i powstań, ofiar i bohaterów... Można odnieść wrażenie, że im dalej od wydarzeń, tym chętniej i głośniej w Polsce się o nich mówi (a nawet krzyczy – vide prezydent Duda na defiladzie w Warszawie).

Sierpień jest szczególny pod tym względem, bo rozpoczyna się obchodami wybuchu powstania warszawskiego, a zaraz potem jest rocznica wojny polsko-bolszewickiej 1920 r. (nie licząc przerywnika na „miesięcznicę” smoleńską). Po nim wrzesień, a w tym miesiącu także nie brakuje dat i symboli, do których politycy chętnie będą nawiązywać.

Czy jest potrzebne aż takie gloryfikowanie wojen, które z istoty są złe, zawsze niosą śmierć, zniszczenia i koszmar cierpienia cywilnej ludności?

Kiedyś podczas obchodów przynajmniej używano hasła: „Nigdy więcej!”. Teraz o tej przestrodze zapomniano, a nawet wprost przeciwnie – niektórym jakby marzył się powrót do tych „bohaterskich czasów”. Bezkrytyczny, powierzchowny kult powstania warszawskiego, próby zawłaszczania go przez określone hałaśliwe gremia jest tego przykładem.

Żyjących świadków ostatniej wojny, w tym powstania 1944 r., jest już niewielu, biorących udział w wojnie 1920 r. chyba w ogóle nie ma wśród nas. Ale patetycznych opisów tamtych dni, często niemających nic wspólnego z tą straszną rzeczywistością, przybywa lawinowo. To taki nasz paradoks.

Czy rocznice są bardziej potrzebne społeczeństwu, czy politykom? A kto lubi się filmować, fotografować i wypowiadać na tle pomników, wojska, sztandarów?

Ale zostawmy to, bo pewnie każdy z nas ma swój pogląd na tę sprawę.

Historia swoje, życie swoje… Gdy władza upajała się rocznicami, kraj otrzymał cios, tym razem nie od najeźdźcy z zachodu czy nawały ze wschodu, ale... od przyrody.

Huragan w Borach Tucholskich zabił kilka osób (w tym dwie małe harcerki), zranił kilkadziesiąt, zniszczył hektary lasu, zmiótł zagrody. Właśnie w takich chwilach szczególnie powinniśmy liczyć na rząd i podległe mu służby. Na szybką, skuteczną akcję ratowniczą, współdziałanie z władzami samorządowymi, organizacjami pozarządowymi, wszystkimi obywatelami, którzy też chcą nieść pomoc.

Tymczasem po burzy… Nasze państwo było przez jakiś czas bezradne. Zobaczyliśmy ministra Macierewicza, który „uruchomił” wojsko dopiero po trzech dniach od katastrofy, a było potrzebne natychmiast. W Suszku to nie ulubione przez ministra Wojska Obrony Terytorialnej, a mieszkańcy wioski torowali drogę przez zwalony las do obozu harcerskiego. Dzięki pomocy zwykłych ludzi straż pożarna mogła dojechać na miejsce tragedii o kilka godzin wcześniej. Antoni Macierewicz, który przechwala się przy każdej okazji, jak świetnie wyposażoną armię buduje, zwyczajnie pokpił sprawę. Żenujący był jego widok ministra w białej koszuli i garniturze, który kilkaset metrów (od lądowiska helikoptera) do miejsca spotkania chciał przejechać jakimś wozem bojowym, ale utknął w błocie. To najbardziej dobitny symbol nieudolnego, niezrozumiałego i szkodliwego działania ministra Macierewicza.

Potem na miejsce katastrofy udała się pani premier, która opowiadała o sukcesie rządu (wojska i straży) w zwalczaniu skutków kataklizmu. Nie omieszkała zrobić kilku przytyków pod adresem poprzedniej władzy (nie była taka sprawna jak obecna), przyłożyła „totalnej” opozycji i po raz kolejny pochwaliła siebie i swój rząd za to, że wypłaca zapomogi.

W tyle nie pozostał też towarzyszący jej szef MSWiA Mariusz Błaszczak (który właśnie w sytuacjach kryzysowych ma największe pole do działania). Tymczasem minister nabrał powietrza, napuszył się i... nakrzyczał na marszałka województwa, żeby wziął się do roboty.

I taką oto mamy władzę, która świetnie sprawdza się podczas obchodów rocznic. 

RYSZARD MARUT

Ciechanów, 22 sierpnia 2017 r.

Więcej felietonów