Tygodnik Ciechanowski

Środa, 21 lutego 2018

Już teraz zamów e-prenumeratę Tygodnika Ciechanowskiego. W e-prenumeracie taniej!

 

Nie będziemy siedzieć cicho!

Nie najlepiej zaczęły się Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Korei Płd. dla naszych sportowców.

W minioną sobotę mocny i mroźny wiatr rozwiał polskie rozbudzone ambicje i nadzieje na medale olimpijskie. A były one tuż, tuż, w zasięgu nart Stefana Huli i Kamila Stocha. Ale w drugiej turze lepsi, bardziej odporni na warunki atmosferyczne okazali się skoczkowie z Niemiec i Norwegii.

Wprawdzie w czasie, gdy odbywał się konkurs skoków, obiekt w Pjongczangu świecił pustkami (na Dalekim Wschodzie ta dyscyplina nie cieszy się popularnością), ale przed telewizorami w Polsce zasiadły rzesze podekscytowanych fanów tej dyscypliny, żądnych medali. A tych nie było.

Niepowodzenie na skoczni wywołało gorącą dyskusję w gronie dziennikarzy, ekspertów i działaczy sportowych, ale najwięcej mocnych słów padło ze strony kibiców, którzy - jak wiadomo - wiedzą lepiej. Dostało się organizatorom. Kto przeprowadza skoki w taką pogodę? Minus 12 stopni i przenikliwy wiatr, a skoczkowie - przyodziani tylko w termiczne koszulki i cienkie kombinezony - marzli niemiłosiernie tam na górze. Niektórzy kilkakrotnie byli ściągani z belki startowej ze względu na silne podmuchy wiatru. Aż trzeba było okrywać ich kocami.

No i o to były pretensje m.in. ze strony dyrektora polskiej ekipy Adama Małysza (nie o koce, tylko o pogodę). „Wyniki zostały wypaczone. Jak organizatorzy mogli dopuścić do startów przy takiej pogodzie?” - grzmiał pan Adam.

Tylko że… to są przecież igrzyska zimowe. To, że w Polsce zimy już dawno straciły swoje zęby, a w Zakopanem zawody pucharowe rozgrywane są przy temperaturze plus 5 stopni, nie znaczy, że w Korei ma być tak samo. Tam wciąż jest tak, jak u nas było dawniej. „Pani kierowniczko, jest zima, to musi być zimno” - przekonywał pewien palacz w filmie Barei.

A ponadto, a może przede wszystkim – pogoda była taka sama dla wszystkich zawodników. W pierwszej rundzie sprzyjała naszym (wtedy była okej), w drugiej rywalom (to nie fair!).
 
A już obwinianie komputera, który dolicza i odlicza sportowcom punkty za wiatr i belkę (podobno faworyzował innych, nie Polaków), pobrzmiewa wręcz humorystycznie.

Przedstawiciel organizatorów próbował się usprawiedliwiać: „To są igrzyska olimpijskie. Skoro udało nam się zrobić jedną serię, to musieliśmy za wszelką cenę przeprowadzić drugą, by wyrównać szanse". Ale polski kibic zagorzały wie swoje i pisze oburzony: „Wyrównać szanse!? Jasne, szanse Niemców i Norwegów, bo to jakoś dziwnym trafem tylko oni na tym „wyrównywaniu" skorzystali”.

Wygląda na to, że my wszyscy musimy patrzeć dokładnie na ręce Koreańczykom (z południa) i MKOl-owi (to dopiero jest podejrzana organizacja!), bo wiadomo, że oni, tak jak cały świat, nie cierpią Polaków. Za co? A za to, że nasza gospodarka rozwija się w niesamowitym tempie, że „postawiliśmy” się nie tylko całej Unii Europejskiej, ale także Izraelowi i Ameryce, że reformujemy sądy i znowelizowaliśmy ustawę o IPN. Czy można nas za to lubić? W życiu!
 
Ale okazuje się, że nie tylko nas. Przykrości doznali też Koreańczycy z północy i Irańczycy - nie otrzymali od sponsora igrzysk najnowszego, „olimpijskiego” modelu Samsunga. Możecie sobie państwo to wyobrazić? 4 tysiące zawodników i członków olimpijskich delegacji dostaje wypasione smartfony, a reprezentanci dwóch krajów zaglądają do swoich toreb, a tam... tylko breloczek i smycz. Organizatorzy uznali, że smartfon dla nich byłby naruszeniem międzynarodowych sankcji zakazujących dostaw do tych dwóch krajów towarów, które mogą być wykorzystane w celach militarnych (Korea Płn. i Iran to wg USA państwa tzw. „osi zła”, które wbrew międzynarodowym zakazom eksperymentują z bronią jądrową).

Reakcja Iranu była ostra: „Nie będziemy siedzieć cicho, gdy obraża się naszą narodową dumę, tożsamość i godność” – ostrzegł szef irańskiego komitetu olimpijskiego. Protest przyniósł skutek. MKOl ogłosił, że smartfony dostaną wszyscy sportowcy, z tym, że Irańczycy mogą je zatrzymać, a Koreańczycy z północy nie będą mogli ich zabrać do domu (bo i tak reżim by je im odebrał).
 
To my też nie będziemy siedzieć cicho, gdy krzywdzą naszych skoczków. Dają nam przykład Irańczycy, jak protestować mamy…

RYSZARD MARUT

Ciechanów, 13 lutego 2018 r.

Więcej felietonów