Tygodnik Ciechanowski

Wtorek, 10 grudnia 2019

Bez okularów

Na jednej z podmoskiewskich farm mlecznych powstał krowi raj. Nie żartuję! Przez okrągły rok w tych rajskich oborach, bez względu na to, czy na zewnątrz straszy plucha, ściska mróz czy też wicher dmie w ciemnościach, krowy pasą się na słonecznych, zielonych łąkach porośniętych soczystą trawą i ziołami.

Stoi taka krówka, przeżuwa, kręcąc mordą i z tego szczęścia jej wymiona nabrzmiewają mlekiem, co przekłada się bezpośrednio na zysk. Nie muszę wam przecież wyjaśniać, że jeśli człowiek nagle na wielką skalę zaczyna się troszczyć o dobrostan więzionych przez siebie bydlątek, to bynajmniej nie z miłości, lecz z chciwości.

Raj ów jest bytem wyłącznie wirtualnym, ale to w niczym nie zmienia poczucia szczęśliwości u zwierząt. Bodźce wirtualne bowiem przekładają się na rzeczywiste reakcje krowiego organizmu. Krowy żyjące w cyfrowym edenie są spokojniejsze i dają więcej mleka. Są szczęśliwe, powtarzam.

Efekt ten został osiągnięty za pomocą oszustwa składającego się z zer i jedynek (niektórzy twierdzą, że cała rzeczywistość składa się wyłącznie z zer i jedynek, co pewnego dnia może się okazać dowiedzioną prawdą).

Zgadliście już na czym polega ten trik? Otóż wyżej opisane krowy mleczne mają na pyskach czy też mordach specjalne okulary VR, czyli gogle pokazujące świat, który nie istnieje.

Gdy o tym czytam, patrząc na przeżuwające facjaty szczęśliwych krów, to rośnie we mnie jakiś niepokój.

Z jednej strony to świetnie, że można w tak banalny sposób przymnożyć szczęśliwości bożym stworzeniom skazanym na ciężką służbę w ponurych betonowych budowlach. Ale…

Gdy spojrzę na to szerzej, bardziej filozoficznie (polecam, bo to świetna gimnastyka dla umysłu zamulonego pozornymi oczywistościami!), czuję niepokój.

W tym miejscu nie chodzi już o te nieszczęsne-szczęśliwe krowy, niech im tam będzie jak najprzyjemniej.

Niepokoi mnie sama idea oddziaływania na fizjologię, a co za tym idzie na psychikę i zachowanie zwierzęcia, a zwłaszcza łatwość, z jaką to osiągnięto. Bo zaraz się przecież pojawi pokusa, żeby rozszerzyć ten eksperyment na inne uciśnione grupy wyrobników-niewolników.

Mogę sobie bez trudu wyobrazić gigantyczną linię produkcyjną, przy której zaiwaniają w euforii pracownicy na umowach śmieciowych. W wirtualnych okularach. Przed oczami można im wyświetlać zindywidualizowany program uszczęśliwiania. Każdemu według marzeń.

I będą tak tyrać, aż padną z wyczerpania. Za przysłowiową miskę ryżu, jak to prorokował pewien pozornie nawrócony bankster.

Z ludźmi przecież pójdzie o wiele łatwiej niż z bydłem. Do krów – na przykład – nie da się dotrzeć za pomocą obietnic, prawda?

Człowiek jest zwierzęciem, które bodaj najłatwiej omamić i oszukać, ponieważ myli słowa z ich desygnatami. A prościej – bierze radosną paplaninę za rzeczywistość.

Nie trzeba nawet inwestować w produkcję wirtualnych okularów. Wystarczy propaganda.

Dziś, gdy piszę ten felieton, trwa zbiorowa halucynacja pod nazwą Black Friday. Wszystkie gówniane reklamy w sieci wyświetlają się na czarnym tle, i słusznie, bo to powinna być żałoba po rozumie.

Handel triumfalnie święci to gigantyczne oszustwo, którego mechanizm wszyscy już chyba znają, a mimo to ulegają szaleństwu.

Dlaczego? Bo to jest bardzo przyjemne. Kupowanie jest niszczącą przyjemnością prowadzącą do uzależnienia.

Promocje (w ogromnej większości) są jedynie sprytną operacją na cyferkach. Potrzeby kupujących są przeważnie pawłowowską reakcją na stymulację reklamą. Wszystko to razem stanowi ponure przedstawienie, po którym zostaną góry nowych śmieci i dziesiątki tysięcy posępnych dłużników.

Tymczasem wieści z Krajowego Rejestru Dłużników są takie: „(…) łączna zaległość z tytułu nieopłaconych zakupów konsumentów wyniosła na koniec września niemal 1,3 mld zł. Kwota ta to nieuregulowane wydatki Polaków z tytułu zakupów ratalnych i umów sprzedaży, np. sprzętu AGD, elektroniki, wyposażenia mieszkania czy odzieży”.

I to właśnie, proszę państwa, jest rzeczywistość bez wirtualnych gogli i bez różowych okularów. Bez klapek na oczach. Bez makijażu. Bez sensu.

ANNA MARIA NOWAKOWSKA

Zdziwój Nowy: 3 grudnia 2019 r.

Więcej felietonów